Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
1931
Księga gości
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
49501
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
4797
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
48
Taka właśnie jestem
HalinkaBoska
Maynooth
Słówko o mnie
Cieszyć się samą sobą i wszystkimi innymi wokół
Zobacz mój profil
<< Styczeń 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031



    
                            


ZAJRZYJ KONIECZNIE:
http://www.mikolaj.
zapraszam.pl/ja/

http://www.mikolaj.zapraszam.pl/ja/








Archiwum
Rok 2012
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad


Mój intymny mały świat;

moje zwierzenia, moje wiersze i fotografie

dla Was i o Was moi drodzy pisze
czyż wasze dusze nie są tak jak moja?
stęsknione, rozmarzone, ukojone ciszą
czasem jak burza w piorunach i gromach

czy Wasze serca nie łkają czasami
nad swoim losem co wciąż figle płata?
lub znów szczęśliwe i roześmiane
rozdają dobro tam gdzie ktoś zapłacze

dla Was i o Was moi drodzy piszę
bo ukojeniem są mi Wasze słowa
ciepłe i czule podarunki wiosny
uśmiechy rankiem, całusy z wieczora

i czuje ciepło Waszego spojrzenia
gdy czytam wersy do mnie skierowane
tu Was spotkałam, z Wami tu zostanę
bo tu poznałam siłę swego słowa

                                                          HalinkaBoska     czyli Buka


Zapraszam na moje strony:

www.passionate-about-candles.com/
halinkaboska.blog.interia.pl/HalinkaBoska


 
Notki
2012-01-20 Zakupy z facetem
Mój śliczny HP Pavilion siada na potęgę. Trzy lata z kawałkiem wiernie mi służył, teraz ledwo dycha. Najpierw padła bateria. Można kupić, ale po co jak zaczął się przegrzewać. Wysiadła karta do internetu i inne drobiazgi. Biaka zabrał mnie do sklepów komputerowych i Aplla mi zachwala. Bo taki cieniutki ten nowy, bo taki wypasiony. Cena mówi sama za siebie. Ja nie chcę Aplla. Biaka ma białego Aplla, synek też z Apllem przyjeżdżał swojego czasu. Tego brakowało żebym miała taki sam. Zresztą i tak nie wykorzystam jego możliwości. Mój HP też jest nazbyt wypasiony, ale nie mogłam się oprzeć jego urodzie; bardzo opływowym kształtom i odcieniom starego złota.
Coś tam sobie upatrzyłam w sklepie; ładną i solidną jak na warunki domowe Toshibę, ale wyszłam z pustymi rękami. Biaka mnie wkórzył jak zaczęłam pytać co ma w środku. Czasem pewnie bezsensownie... wiadomo.... jestem blondynką. Tym bardziej blondynką, że mam przy sobie specjalistę komputerowego i nie mam potrzeby uczenia się szczegółów technicznych. Najpierw stwierdził, że wybieram laptopa po wyglądzie. Racja... Biaka ma go sprawdzić pod innymi względami. Następnie, że każdy komputer w tym sklepie byłby dla mnie wystarczający. To drugie pewnie też racja, bo mieli dobry sprzęt... ale bylo to zlośliwe, więc obrażona wyszłam ze sklepu.

Biaka bylby szczęśliwy gdybym kupiła to co on wybierze. Tylko dla jakiej idei? Żeby połechtać męskie ego? W tym przypadku ja mam być zadowolona, a Biaka zadowolony z tego , że ja jestem zadowolona ;)

Na tę chwilę mój staruszek podłączony jest do internetu przez kabelek i ledwo dycha, a mi pomimo wszystko przyjemnie przy nim siedzieć.
Całuję

P.S. Światecznego homara nie polecam. Gdy wyjęłam z opakowania przeraził mnie rząd krótkich łapek, strasznie długie wąsiska i małe oczka. Bałam się go dotknąć, choć był zamrożony. Z powyższych powodów przygotowanie go bylo dla mnie przeżyciem niezbyt miłym i to chyba też sprawiło, że niezbyt chętnie go spróbowałam. Zresztą nic szczególnego.

2011-12-20
Już od miesiąca żyję świętami. Wiele gadzetów robiłam na nasz tradycyjny jarmark świąteczny: aniołki, świece, ozdoby choinkowe, karteczki i inne duperelki.Bardzo lubię zakończenie jarmarku, kiedy to wymieniamy się naszymi wyrobami, które zostały. Tym razem dostałam za aniołki i świece piękną butelkę i talerz ozdobione metodą decoupage, gwiazdki robione na szydełku, filcowego jeżyka, magnesy na lodówkę w kształcie motylków, a od dziewczyny, która robi biżuterję malutką zawieszkę na łańcuszek z czerwonym kryształem Swarovskiego.
O zakupy wcześniej zadbałam. Do polskiego-mięsnego trzeba było jechać do Dublina, karpia zdobyć i inne tradycyjne polskie specjały. Tu nie tak łatwo. Tubylcy jadają inaczej, więc i problem z naszymi przysmakami. Wszystko już mam i tradycji stanie sie zadość. Ponadplanowo kupiłam homara. Patrząc na niego w sklepie wyobraziłam go sobie wielkiego, czerwonego w centralnej cześci stołu. Nie mogłm sie oprzeć temu wyimaginowanemu obrazowi.
Teraz robię porządki. Gotowanie na końcu, żeby było świeżo i pachnąco. Uwielbiam te świąteczne zapachy rozchodzące sie po domu, nawet jeśli jest to bigos, czy ryba i mięsa mocno przyprawione czosnkiem i ziołami. Zapach z nutką aromatu pierogowego i słodką wonią wanilii z sernika. Poezja. Moje kubki smakowe warjują na samą myśl o tych aromatach.
Biaka zarezerwował sobie urlop od polowy tygodnia. Mam pomocnika.

Powtórzę się składając Wam życzenia moim wierszem z tamtego roku. Napisany dla Was wprost z serca, oddaje najlepiej to czego chcę Wam życzyć na Święta i na cały przyszły rok.
Całusy

Życzenia specjalnie dla Was,                                  
mojego autorstwa.


Chcę dziś Ci życzyc mój czytelniku
by Twoje życie było wspaniałe,
w oczach miej zawsze setki ogników
wesoły uśmiech twarzy na stałe.

Niech dobry duszek czuwa nad Tobą
w każdej sekundzie Twego istnienia,
gdyż jesteś prawą, szczerą osobą
i wszystko ma być wedle życzenia.

Kolejny dzień Twój świeży i młody
niech znów zachwyci urokiem,
i wieczór zawsze miej wyjątkowy
urzekający spokojnym mrokiem.

Niech człowiek każdy mały i duży
w prezencie radość Ci niesie,
a ten jedyny(ta jedyna) na calym świecie
ubóstwia Ciebie dlugie stulecie.

Spełnią się całe Twoje marzenia
ja sobie życzę tego ogromnie,
na lepsze wszystko wokół się zmienia
bo Ty ślesz uśmiech do mnie...

2011-12-05 Zmęczenie materiału
Ból mija, a równocześnie poprawia się moje samopoczucie. Wszystko bolało: kark, ramiona, kręgosłup, biodra,nogi... mięśnie, kości...
Stronię od podnoszenia czegokolwiek, co waży ponad kilogram. Taka delikatna się zrobiłam jak Alutka z Rodziny zastępczej. Niedocenioną poetką też przecież jestem.
Wyginam się w każdą stronę, rozciągam, naciągam i jeszcze jakieś obroty tułowiem i kilka przysiadów. Gimnastyka działa rewelacyjnie, chociaż odczuwam momentami, że nie każda część pracuje jak należy. Zastanawiam się czy to nie zużycie materiału. Gdyby tak można było wymienić kilka śrubek, jakieś łożysko, naoliwić ;)

Za oknem właśnie wyszło słońce. Kilka ostatnich dni było ponurych; deszczowych i wietrznych. Jak dobrze, że jesteś Słoneczko! Brakowało mi ciebie.

2011-11-21 Pokuta
Odpokutuję pobyt w Polsce, a dokładniej przygotowanie mojego domu do wynajmu. Nazbierałam w nim z tysiąc ton ksiażek, które przeniosłam na poddasze. Coś sobie nadwyrężyłam, bo teraz kregosłup i nogi odmawiają mi posluszeństwa. Budzę się z bólem, a kładę spać z jeszcze większym. Spacery z Albercikiem stały się wysiłkiem. Biaka masuje mnie wieczorami, przy wtórze moich jęków. Czekam z niecierpliwością na noce, by rozgrzać kości pod gorącym prysznicem i wygrzewać je zawinięta szczelnie w kołderkę.
Nigdy więcej dźwigania (znając siebie pewnie do następnego razu).

2011-11-15 Jestem
Dwa miejsca na ziemi i dwie tęsknoty. Jestem tu i tęsknię do tamtych chwil. Jestem tam i myślami błądzę po drugiej stronie.
Czy to nie udręka ta ciągła tęsknota? Kij ma zawsze dwa końce, a ten drugi, to radość z powitań dawno niewidzianych twarzy i miejsc.
Pracowity czas za mną... teraz odpoczywam. Tutaj i teraz czas ciągnie się jakby leniwie. W Polsce gnał szalony. Wpadam w tę gonitwę na dwa tygodnie. Zbyt krótko, by zwolnić. Zbyt wiele spraw, miejsc i ludzi. Znów wygrałam z czasem: wynajęłam firmie mieszkanie i garaż, sprzedałam Biaki samochód, zrobiłam porzadki w ogrodzie, spotkałam się z przyjaciólmi, zrobiłam zaplanowane zakupy, moim panom i sobie przywiozłam prezenty. Trzy razy zadumałam się przy grobie taty. Już 15 lat jak odszedł, a mi go wciąż tak bardzo brakuje.
Torbę zamykałam rękoma i nogami. Oczywiście przekroczyłam dozwolone 20 kg. bagażu, na co miła pani na lotnisku uśmiechnęła się tylko. Podróż męcząca, ale już się przyzwyczaiłam i nie robi na mnie większego wrażenia. Oby tylko wszystko planowo było i turbulencje niezbyt silne.
Jestem więc i odpoczywam. Powracam do tego życia.

2011-10-29 Sukces !!!
Wysiłki zostały nagrodzone sukcesem, po ponownej wyprawie do sklepów (tym razem do centrum Dublina). Kupiłam czarne kozaczki zamszowe, sięgające za kolana, na małym koturenku, czarna torebkę i jasno-szarą wełnianą tunikę. Wszystko idealnie pasuje do mojego czarnego płaszczyka zamszowego. Kozaczki jakby szyte z tego samego kawałka zamszu co płaszczyk, a torebka cześciowo pokryta futerkiem identycznym, jak na kołnierzu płaszczyka. Obcisła, wełniana tunika, świetnie się komponuje z moimi szarymi getrami. Do tego wyciągnęłam z szafy rękawiczki z łezką, czesciowo czarne, czesciowo jasne. Ufff... jestem ubrana na spotkanie z bratową. Pewnie będzie krótkie, ale to przecież wystarczy aferzystce, by mieć powód do obmawiania. Zresztą... jak nie znajdzie powodu, to go sobie wymyśli i nasze spotkanie nie jest jej potrzebne do tego. Och, jak ja jej nie lubię, a tak się kiedyś cieszyłam, że w żonie brata znajdę przyjaciółkę. Okazała się kłamczuchą, wprowadzającą niesnaski w rodzinie.
Nie należę do osób lubujących się w narzekaniu i obgadywaniu. Bratowa zapracowała sobie solidnie na moją niechęć.
 Torba prawie spakowana, dom przygotowany na moją nieobecność. Albercik ma zapewnioną opiekę całodobową, gdyż jeden tydzień młodszy ma wolny od szkoły, a na drugi Biaka zaklepał sobie urlop. Wydam tylko dyspozycje moim panam i jutro, bardzo wcześnie wyruszam.
Przesyłam Wam gorące całusy.


Pusta kartka
(moje wypociny do opowiadania pkotwica
pkotwica.blog.interia.pl )

Przysiadłeś człeku przy stole kuchennym
spuszczoną głowę rękoma zakryłeś
patrzysz w biel listu wzrokiem kamiennym
szukając wyznań o które prosiłeś

przed tobą pustka kartki, krzesla i oddechu
niegdyś pełna szaloną zawieją
waszych psot, dzwoneczków smiechu
czułych słów, gestów, chęcią i nadzieją

sama pamięć już nie wystarcza
żałość serce rozrywa na szczępy
myśk o śmierci życie twe obarcza
nad glową kołują krwiożercze sępy

nie odchodź, nie ten czas i miejsce
całkiem inne plany ma dla ciebie dola
los pisze historię na pustym papierze
a główna twoja w tej historii rola

malych dzwoneczków są znów tysiące
chloniesz je sercem, duszą i oczyma
gesty, tulenia nadal są gorące
i inna ona, wspanialsza, jedyna.

2011-10-18 Przygotowania
Szykuję się do wyjazdu.. o przepraszam... szykuję przede wszystkim moich panów na moją nieobecność i równocześnie dochodzę do wniosku, że moja troskliwość o nich jest szczelnie wypełniona głupotą.
Zamrażarka już napchana pojemnikami z gotowymi obiadami. Pulpeciki w sosie spaghetti, piersi z kurczaka w sosie curri, schab w sosie pieczarkowym, bitki wołowe też w sosie, żurek z białą kiełbasą, łazanki... Narobilam im najróżniejszych obiadow na 14 dni. Wystarczy odmrozić, zagotować i tylko jakiś makaron czy ryż przygotować.
Pojechałam do centrum handlowegona kupić coś nowego na grzbiet. Nic mi się nie spodobało. Nogi mnie tylko rozbolały i dzień zmarnowany. Nie lubię tych wszystkich sklepów z ciuchami, wybierania, przymierzania i przesłodzonych ekspedientek, atakujacych od progu. Biaka stwierdził, że mam zbyt duże wymagania, a mi po prostu nie zależy na nastepnej szmatce, przez którą moja szafa się nie domknie. Jak już kupować to coś wystrzałowego. Ja tak mam... kilka ciuchów, które uwielbiam, a cała reszta, to nieużywane "zawalidrogi". Kupić coś powinnam, chociażby po to, by oszczędzić język bratowej. Jak pojadę ubrana w to w czym mnie już widziała, dam jej satysfakcję i powód do obgadywania za moimi plecami, a po co. Pojedziemy jeszcze w sobotę, ale czuję zniechęcenie. Ja bym chciała tak od progu pierwszego sklepu zostać olśniona urokliwością "czegoś tam", zapłacić i uszczęśliwiona wrócić do domu. Niestety... nie ma tak dobrze.
Pozdrawiam serdecznie.

2011-10-09 Wpadam w dołki i w doły
Wpadam w doły i nie przez swoje gapiostwo. To moja natura emocjonalna daje mi sie we znaki, a jesień nie ma z tym nic wspólnego. Jest piękna w tym roku. To moi panowie doprowadzają mnie do szału. Jakby się zmówili. Mówią do mnie:"nie musisz tego robić, sami sobie poradzimy", a ja to odbieram: " nie jestem im potrzebna". Całe życie byłam tam, gdzie mnie potrzebowano. 24 godziny na dobę, stałam na straży, przygotowana na największe poświęcenia. Teraz czuję się zbędna. Kupiłam więc bilety do Polski (lecę sama).... Mama już się cieszy. Pomogę jej w kilku sprawach. Zrobię porządki na grobie taty i w ogródku. Może coś naprawię w domu... Przez dwa tygodnie będę dotrzymywać towarzystwa mamie i zabiorę Pysię na długie spacery.
Poczuję się potrzebna.


Mój wiersz napisany do jednego z ostatnich opowiadań Piotra
pkotwica.blog.interia.pl

Cała prawda

Spotkałem postać na swej życia drodze,
przystanęła, jakby znała mnie od zawsze,
przyglądam się, lecz rozpoznać nie mogę,
czy to kat, czy wybawiciel mój nadszedł.

Odnalazł mnie, w uścisku mocnym trzyma,
pustkę oczu ma przepelnioną smutkiem,
na twarzy dziwny, niespokojny grymas,
szarą skórę, do ramion włosy siwiutkie.

-" Kim ty jesteś czlowieku jak widmo,
jakie wiatry cie do mnie przywiały ?"
-"Jestem tobą, prawdą perfidną,
całym życiem twoim zbrukanym!"

I pojąłem to straszne zjawisko,
zatopiłem głowę w ramiona,
me sumienie stało mnie blisko,
cala prawda w duszy uśpiona.





2011-09-21 Albercik
Mam do odrobienia zaległe zadanie domowe:
1. Mam podziękować i wkleić na swoim blogu link blogera, który przyznał nagrodę.
Dziękuję więc:
Baw- www.baw60.blog.interia.pl
Portterk- http://www.portterk.blog.interia.pl/
Pkotwica- http://pkotwica.blog.interia.pl/
Szafirek- http://szafirek66.blog.interia.pl/
Adampoeta- http://adampoeta.blog.interia.pl/
Bellatrix- http://bellatrix2009.bloog.pl/
2. Następnie mam skopiować oraz wkleić na swoim blogu logo nagrody.


3. Mam nominować inne wspaniałe blogi za wyjątkiem tego który przyznał mi nagrodę.
Nominuję Wszystkich, którzy odwiedzacie mój blog. Jesteście moimi blogowymi przyjaciółmi, bo poświęcacie mi swój czas, macie cierpliwość do mnie i wiele wyrozumiałości. Pocieszacie mnie, rozśmieszacie, doradzacie...każdy z was jest dla mnie kimś wyjatkowym.
4- Mam napisać o sobie w 7 punktach.
-- jestem uzależniona od tworzenia... lepię, plotę, maluję, piszę wiersze, kiedyś szyłam, sama od podstaw stworzyłam swój ogród...
-- uwielbiam kapuśniak i babę ziemniaczaną
-- prowadzę intelektualne dyskusje z psem
-- marzy mi się swój własny domek w Irlandii (z małym ogródkiem)
-- wierzę, że marzenia się spełniają przy większej, lub mniejszej odrobinie wysiłku
-- nienawidzę brudu, ale potrafię zrobić wielki bałagan wkoło siebie (oczywiście posprzątam)
-- jestem roztargnioną osobą, "bujającą w obłokach", więc do sklepów chodzę z listą zakupów, zapisuję w laptopie i na kartkach ważne sprawy, potykam się na prostej drodze i wpadam na ludzi :))

Dziękuję


  Albercik jest już dorosły. 17 września miał pierwsze urodziny. Wyrósł na wspaniałego pieska. Jest posłuszny, chyba że ma bardzo ważne psie sprawy i wtedy zapomina o całym świecie. Szpice tak mają (swoje zdanie), a pomeranian to miniaturowy szpic. Albercik jest pogodnym pieskiem i wciąż nam okazuje swoją miłość zresztą odwzajemnioną. Jest bardzo czysty i mądry. Gdy mówię do niego patrzy mi w oczy i przekrzywia główkę, a że mówię do niego dużo, to rozumie mnie w zaskakująco wielu sytuacjach.
Po pobycie u nas młodego staforda, doszłam do wniosku, że Albercik to piesek z wyjątkowo dobrymi manierami. Albercik nie ślini się, nie beka, nie chrapie i nie puszcza bąków jak tamten piesek. Przyjął gościa bardzo serdecznie i podzielił się z nim wszystkim. Bardzo lubi gości. Graham jest zadziwiony, że Albercik poszczekuje pod drzwiami, gdy ten nie zdąży nacisnąć na dzwonek. Albercik już wie, że Graham ma przyjść, gdy znoszę do pokoju gościnnego podręczniki do angielskiego i wtedy przez okno wypatruje Grahama. Codziennie czeka też w oknie na Biakę, gdy tylko usłyszy sygnał sms-a od Biaki, że już jedzie do domu. Cudownie okazuje swoją radość. Mordka mu się śmieje, macha nie tylko ogonkiem, ale i tułowiem, łapki zadziera wysoko, wydając radosne dźwięki. Jak już jest na rękach liże po nosie i uszach.
Sierści ma tak strasznie dużo, że wygląda na dwa razy większego i cięższego niż jest w rzeczywistości. Na szczęście nie wypada mu sierść i wystarczy, że wyszczotkuję go raz w tygodniu.

Albercik gdy miał 3 m.c. i Albercik teraz.












2011-09-08 Ratowanie życia
   Mam na glowie dwa psiaki: mojego Albercika oczywiscie i młodziutkiego staforda sąsiadów. Sasiedzi wyjechali na tydzien w ważnych sprawach, a ja jak stwierdzili "ratuję im życie" przygarniajac pieska na ten czas. Nie spuszczam z oczu psiaki, bo stanford cieżki i silny pomimo młodziutkiego wieku, a Albercik delikatny. W domu istny meksyk, bo pieski rozrabiają.



   Malowałam ostatnio. Dostałam zamówienie na dwa obrazy do dziecinnego pokoju. Wiszą już dumnie w pokoju Majeczki. Majka uszczęśliwiona, rodzice jej zadowoleni, a mnie duma rozpiera.

























Z mojej radosnej twórczości - klik na obrazek


-------------------------------------------------------------------

Czego mi trzeba

Gdybyś spytał kiedyś, czego mi potrzeba,
Powiem ci bez ogródek i zastanowienia,
Trzeba mi łąk zielonych, bezkresnego nieba,
Szumu morza, konarów drzew cienia.

Trzeba mi do życia siły, wytrwałości,
Gdy sie potknę, ramienia na oparcie,
Gdy mi sił brakuje, blisko mnie męskości,
Kiedy zwatpię potrzebne mi wsparcie.

Potrzeba mi dojrzałej i mądrej czułości,
Stroskanej o mą biedną, skołataną duszę,
Nocą snu spokojnego, a rankiem ufności,
Że dzień będzie pełen pozytywnych wzruszeń.

Ciepłego spojrzenia i dobrego słowa,
Które to potrafią zdziałać wielkie cuda,
Z małego zrobić wielkim lub go pożałować,
Zachęcić, wspomóc, rozbawić po trudach.

Potrzeba mi pamięci w czyjejś mądrej glowie,
Bym miała tam swe miejsce już na długie lata,
Pewności, że nigdy nie zapomni o mnie,
Że żadna burza nie zburzy nam świata.

No wiec mój miły nie powiem ci tego,
W mym sercu dalej bedzie tkwić w żalości,
To czego pragnę, co mi daje szczeście,
Jest to poczucie gorącej miłości...

Oczekiwanie...

Tesknota za tym co ma się zdarzyć
niepokój przed spełnieniem rychłym
szaleństwo serca, rozwaga sumienia
wszystko to na raz i wulkan myśli.

Rozdygotana cząstka jescestwa
nadzieja wielka i powątpiewanie
radość spełniającego się pragnienia
strach niepewności... oczekiwanie...

Stare drzewa

Drzewa otulają mnie konarami
Ofiarowują cień gdy spiekota nęka
Pnie oslaniają przed wiatrami
Przed wielką nawałnicą z nieba.

Stare drzewa mówią cichym szeptem
Wszystko co uslyszeć trzeba
Na zbawienie dadzą mi receptę
Nieistotne żem tylko biedak.

Stare drzewa widziały niejedno
Wiele burz kryją ich wnętrzności
Przetrwały chyba całą wieczność
Pomną czas były, zaznają nowości.

Przytulam się do starego drzewa
Żyje, czuję jak żeglują w nim soki
Daje mi silę swą, serce rozgrzewa
Bo taki jego zamysł jest gleboki.

Zakochałam się do nieprzytomności
W dobrych, wielkich drzewach
Stoją monumentalne skromnie
I nic ode mnie im nie trzeba.

Sens życia

Zaczepił mnie blady jegomość
z parasolem, w szarym kapeluszu
zapytał o sens życia; czy sensem
jest wstać rano i kłaść się o zmroku.

Czy czyste sumienie wystarczy,
praca, znajomi, dom i samochód
iść przed siebie, nie pytać nikogo
mieć, wiedzieć i święty spokój.

To nie tak proszę pana
sens mieści sie w duszy i sercu
sens mieści sie w przytuleniu
w drugim, bliskim człowieku

Sens mieści się w cieple ramion
dobrym słowie, pocałunku czułym
sens mieści się w przyzwoleniu
nie ma sensu w uniku...

O zwykłym człowieku

wędrował sobie człowiek, zwykły, prosty
w szarej kapocie i zdeptanych butach
potykał się często, rozglądał na boki
właził w kałuże, czasem kamyk kopał

szedł drogą krętą przez życie tułacze
oglądał za siebie w zadumie czasami
czasem z uśmiechem spoglądał do przodu
bo widział dalej niż władcy narodów

a oczy jego były jak dwie gwiazdy
świecące jasno gdzieś na firmamencie
a dłonie jego moc nieziemską miały
kogo nie dotknął ciepłem obdarzały

i doszedł człowiek na skraj swojej drogi
zmęczone serce odpocząć już chciało
rozdało tyle miłości i wiary
że wędrowcowi nic już nie zostało

więc zasnął człowiek na końcu tej drogi
bez żalu w duszy i bez żadnej trwogi
zasnął spokojnie bo plan swój wykonał
dał innym wszystko co miał i kochał

Nieprzystosowanie

Jestem niepoprawnie nieprzystosowana
brakuje mi pancerza i szpady
twardej skorupy,
nieprzemakalnego prochowca

"emocje czynią nas ludźmi"
oddam tę ludzkość za grosik
by nie czuć, być wyrachowana
jeść, spać, budzić, bez żalu odchodzić

po co śpiew ptaków i słońce w obłokach
łąka, kwiaty i poety wiersze
jeśli życie to pogoń i walka
forsa i władza nad drugim człowiekiem

po co uczucia które bolą
czy ktoś chce - prezent mu zrobię
i pójdę sobie, w spokoju zamieszkam
w samotni gdzie nikt nie rani
być może...


Wariacje

A ja dziś sobie stanę na rzęsach
i nic wam do tego kochani
na obiad zjem lody z serem pleśniowym
popłynę na barce w ocean marzeń

polecę na księżyc i ziemiankę zrobię
z kamienia, piaskowca i marmuru
wysoko gwiazdę zapalę o zmierzchu
a o północy zaproszę duchy do domu

zamiast muzyki posłucham szept trawy
wycia wiatru w zasłonach i kapiącej wody
przez teleskop popatrzę- po co mi reklamy
zjadę z tęczy- wprost na twarde schody

i mówcie śmiało, ze w głowie mam niepokolei
a ja sie będę śmiała prosto w twarz szaraków
jadła lody z serem i krztusiła nimi
na sam widok miny banalnych ponuraków


Dla Was

Siedzę w ciszy, beznamiętnie w ekran się gapię
słowa próbuję poskładać w logiczną całość myślenia
brak koncepcji, inwencji i czegoś tam jeszcze...
zapanowały nad mózgiem emocje i pragnienia

Tylko tyle Wam powiem cudowne Kobiety i Baby:
zajrzyjcie w swoje serca, wspomnijcie miłe zdarzenia
Jesteście piękne i dobre, mądre i silne... moje Panie
kochajcie siebie, żyjcie tak, by zrealizować marzenia


Moje serce

I raz- ktoś kopnął,i dwa- ktoś popchnął
i trzy... słowami znów zranił
tulisz sie w sobie, chowasz w ramionach
uciekasz w niebyt- nie istnieć wcale...

Pamiętaj SERCE ja cię przytulę
łzy twoje wytrę i nosa
Wyprostuj plecy, patrz prosto w oczy
oprawcy, bandziora, kata

Nie jesteś samo, jestem tuż obok
i siła wielka jest w tobie
przenosić góry, zmieniać bieg rzeki
bo jesteś dobre i moja

Poranki

Moje poranki to przerażające stwory
zioną odorem oddechów, myśli mrożą
rozwiercają czaszkę dudnieniem budzików.
Zapuchnięte powieki oczu nie otworzą.

Rozgrzana poducha nie chce puścić głowy
Na zimną podłogę postawić stopy rozespane,
zwlec się z łóżka to jak skok na bandżi
nieuchronne zderzenie z niechcianym świtaniem.

W biegu papieros, kawa, lista zajęć...
Kolejny raz lustro przeraża widokiem
Mówi ktoś: "Witam tym pięknym porankiem"
Cholera, chyba jest kłamcą lub idiotą.


Wymarzona wyspa

Była raz wyspa, gdzieś na końcu świata
stworzona z marzeń dwojga ludzi
mur wysoki tę wyspę dokładnie oplatał
by nikt się nie wdarł i marzeń nie zburzył
Na wyspie busz dziewiczy, niedostępne knieje
wodospady, kaskady, strumyki
i tylko wiatr w konarach wygrywał sonaty
a wtórowały mu z gąszczu dzikie ptaki
na plaży stado koni z rozwianymi grzywy
a na fali żagiel trzepotał u jachtu
i stał dom na tej wyspie gdzie ogień się palił
w kominku płonął przyjazny i jasny
przy ogniu oni dwoje ogrzewali dłonie
i składali swój świat z baśni...

Niejedna historia

Wypłakałam oczy swoje już dawno
Wykrzyczałam w pustkę też gardło
Wytężałam słuch do granic możliwości
Usłyszałam ciszę lub warczenie złości

Wiec samotność złapałam w ramiona
Przytuliłam, szepnęłam czułe słowa
Przysiadła, wypełniła pustkę przy stole
Kawę piłyśmy,długo gadałyśmy obie

Tak płynęły nam godziny i lata
Ja i samotność, idealna para
Bez zgrzytów, bez dąsów, nienawiści
Zawsze razem, nierozłączne towarzyszki

Myślałam, ze mi z nią do twarzy
ze tak ma być i nic sie nie wydarzy
Innego, miłego, niespodziewanego
Nic co mnie zaskoczy...nic dobrego

Nagle ktoś uchwycił mnie za rękę
Mocno trzymał w uścisku swoich dłoni
Poczułam ciepło i już tylko chciałam
By mnie nie wypuścił, w cieple tym zostałam...

Zapatrzeni

zapatrzyłam się w oczu dwoje
i już wzroku nie umiem oderwać
wpatruję, wgapiam nieprzytomnie
choć nie wypada patrzyć natrętnie

uśmiechasz sie, nic nie mówisz
co myślisz, ja tego nie wiem
może wreszcie słowo mi powiesz
zatapiam swój wzrok coraz głębiej

milczysz, lecz serce ci śpiewa
słyszę je oczyma duszy swojej
piosenkę na cześć moich oczu
w które zaglądasz namiętnie


Kamienni ludzie

Kamienni ludzie odwiedzają mnie czasem
nachodzą niespodzianie, z zaskoczenia
nie witają, nie pożegnają nawet
pójdą sobie ziewając ze znużenia

póki co, piją z pustych filiżanek
milczeniem zaciskają suche wargi,
wypatrują dawnych kochanek
bez usmiechu, bez slowa skargi

Tylko serce ulecieć by chciało
ostatni raz wysoko do slońca
poczuć ciepło spalić swoje ciało
bo nie warto tak konać bez końca

Kamienni ludzie przerażają widokiem
potwory snujące się w mgły obłoku
nawiedzają mnie razem z mrokiem
rozsiadają się u mojego boku

i przychodzić tak bedą już zawsze
gdy samotność mi będzie doskwierać
przyjaciele moi milczący, bracia smutku:
jeszcze nie teraz !!!!!!!


Pytania

Co nowego dasz mi dziś panie
jakie troski w podarku przynosisz
ile bólu i chłodu srogiego
ile smutku, a ile miłości...

śmiechu, żartu i kpiny głupiej
z twoich rąk dziś od ludzi przyjmę
ile poślesz dla mnie na ziemię
razów srogich, udawanych wzruszeń...

ile oszustw i kłamstw jeszcze muszę
przeżuć i połknąć w pokorze
byś zasłonę z oczu zdjął wreszcie
i dał wszystko dobre co możesz

Zwykły dzień

Kolejny poranek, początek czegoś,
Przychodzenia i odchodzenia ,
Ta sama droga, nic znów nie zmieniasz,
Nawet spotykasz te same spojrzenia.

Zapamietane z biegiem czasu,
Potluczone płytki chodnikowe,
Przewidziane wszystko za wczasu,
Znajome choć anonimowe.

Te same poszarzałe twarze,
Za dużo siwych wlosów,
Sąsiad na starym rowerze,
Pali wciąż wiecej papierosów.

Sąsiadka znów bardzo smutna,
Koczek nosi czasami,
Spogląda w koło nieufna,
Zmęczona ciągłymi troskami.

Dzieci z podwórka już duże,
Poważne i nienaganne,
Nie wchodzą od dawna w kaluże,
Siedzą przy kawie porannej.

Tylko kwiaty coraz piękniejsze,
Ptaki spiewają wciąż ładnie,
Gdy idziesz po znanej alejce,
Może ktoś serce ci skradnie.

Może ktoś sie pojawi,
Przystojny, nietuzinkowy,
Zabierze cię w objęciach
Pokazać świat calkiem nowy.

Znów nie śpisz noc kolejną,
Gdyż oczekujesz w pokorze.
Noc dluga, smutna, diabelna,
Bo nic się zmienić nie może.


Przekora

Poszła bym gdzieś i dokądś
Ale noga nie trzyma się drogi
Skacze sobie swobodnie
Jak w trawie polny konik.

Zrobić coś dziś bym chciała
Tylko ręka jakby nie moja
Zachciało się jej psikusów
Do przodu poszybowała.

Siedzę i myślę sobie
A myśli gdzieś uleciały
Na nic zważaja w głowie
Są wielkie to znowu małe.

Zawołam ciebie do siebie
Ty mnie poskromić możesz
Głos uwiązł w gardle moim
Czyż to się zdarzyć może?


Spokojny sen

Zasypiam na ciepłym ramieniu,
zapadam głeboko w uśpieniu,
bujam się w rozmarzeniu,
pogrążam w zapomnieniu.
Budzę w sońca promieniu,
nowego dnia olśnieniu,
trosk niedoslyszeniu,
ran starych zabliźnieniu.
Zostanę w tym ukojeniu
marzeń swych przypomnieniu
dobrego losu zżądzeniu,
słodkiemu przyzwoleniu.

Moje szczęście

Moje szczęście jest jak promień słońca jasny,
Owiane letnim powiewem wiatru we włosach,
Wyciszone jak szepty spokojnego morza,
Lekkie lotem ptaka wysoko w przestworzach.

Tajemnicze jak noc ciemna, świeże jak poranek,
Słodyczą przypomina soczysty miąż melona,
Kolorami - ogrody ukwiecone w maju
Radosne śmiechem dziecka, merdaniem ogona.

Miękkie jak stos poduszek gdy mnie nocą tulisz,
Zaspane, leniwe, w przymknietych powiekach,
Zasypiające ze słodkim uśmiechem na twarzy,
Budzące się gdy słońce wysoko w obłokach.


Powiedz mi

Powiedz mi czym jest życie,
Snem pijanego pod stołem,
Czy drogą wyboistą i kretą,
Ktorą zmierzasz z mozołem?

Opisz kim że jest czlowiek,
Krwią, kością i rozumem,
A jeśli duszą i sercem
Które wybaczać umie?

Wyjaśnij co to jest miłość,
Wołaniem, że kochają tłumy,
A może uśmiechem, pocałunkiem,
Troską, wyznaniem czułym?

Wytłumacz co to szczeście,
Sukces, bogactwo, zabawa,
Czy może sen spokojny,
Przy kimś kto słucha z uwagą?

A ja czym (kim) jestem,
Czlowiekiem, miloscią, życiem?
Kim jeśli szczęścia nie umiem
Dać tym, którzy o nie walczycie !

Zagubiona

Pogubiłam się na skraju krętej drogi
Dokąd teraz pójdę, gdy wszedzie daleko
Drzwi do pukania żadnych, dookoło ciemno
Nikogo i niczego, pusto pod powiekom.

Ani psa, ani szczura... nie warczy, nie woła
Cisza dudnieniem swym rozsadza głowę
Samotna stoję, bez przyszłości – goła
Boję się poruszyć, strach wydobyć mowę.

Wzrok wytężam, by wybadać przestrzeń
Oczy ślepe są, nie mam oczu dwoje
Zabrała je nicość, już jej nie zwyciężę
Pochłania duszę... nic nie jest moje..

Jak przeżyć, czas już nie wiem który
Pustka w głowie i pustka dookoła
Jasny świt nie wita słońca promieniem
Dobry zmierzch księżycem nie zawoła.

Zasnąć na zawsze, obudzić się we śnie
Ujrzeć świat inny, zupełnie jak nowy
Swą drogą prostą przejść nieboleśnie
Raj dziecinnych obrazków pastelowych.

Krople łez

Poszarzało, krople łez spadły z nieba
Kurz miały zetrzeć z serc i chodników
Napoić wyschnięte usta, suche drzewa
Przemyć mgłą osnute oczy i okiennice.

Słony prysznic otworzył stare rany
Zamiast ulgą okrył świt cierpieniem
Świat się poskarżył, że nie daje rady
Niebo jęknęło jasnym płomieniem.

I tylko dwie istoty jak zaczarowane
Dwie roześmiane buzie i pieszczot tysiące
Małej dziewczynki z dziurą na kolanie
I jej wiernego psa co go zwą Przybłęda.

Wspinaczka

przemoknięta do szpiku kości
przesycona bólem istnienia
wspinam się po drabiny szczeblach
do miejsc gdzie mnie jeszcze nie ma

ciagle w góre bo widać tam lepiej
i wciąż więcej pragnę zobaczyć
cieplej, spokojniej, radośniej
chcę, więc zrobię wszystko inaczej

I zostawię za sobą gdzieś w dole
dawne dobre i gorsze wspomnienia
może zajrzę w nie kiedyś na chwilę
z miejsca gdzie jeszcze mnie nie ma

lecz już będą to tylko z oddali
zamazane obrazy, niewyraźne słowa
już nieważne uśmiechy i gesty
zgrzyty, kąsania, wyboje na drogach

wspinam się po drabiny szczeblach
świat swój tworzę zupełnie nowy
tylko serce zostawię to samo
resztę zburzę i odbuduję w sobie


Nic nie wymarzysz

Podróżowałeś po niebie błękitnym
wśród obłoków pławiłeś w marzeniach
wschody słońca witałeś uśmiechem
na zachód patrzyłeś z nadzieją...

każda myśl łzy goryczą zatruta
każdy grymas cierpieniem na twarzy
bo twe życie marzenia przegnało
i już więcej nic nie wymarzysz...

Zraniony człowiek

zraniona dusza łka po cichutku
jak małe dziecko w ciemności
deszczem wieczornym do okna stuka
prosi o posłuch, o wzrok przyjazny

zranione serce cierpi w ukryciu
chowa sie w najdalsze kąty
i krzyczy z bólu bezgłośnie
głucho woła o ciepły dotyk

zraniona duma ukrywa sie w cieniu
w najdalszym zakamarku głowy
przeżera umysł, myślami mąci
krzyczy cichutko o dobre słowa

zraniony człowiek nie jest człowiekiem
jest trwogą, bólem, błaganiem o wsparcie
jest samotnością w prośbie o pomoc
przed odrzuceniem dławiony strachem


Tak bym chciała

Tak bym chciała
na miękkich skrzydłach ulecieć wysoko
stadem ptaków poszybować w przestrzeni
rozkołysać się na fali w łupince orzecha
poczuć we włosach wiatru westchnienie

tak bym chciała zajrzeć do twojego serca
doświadczyć uczuć w nim zamkniętych
duszę przejrzeć zakazaną mi księgę
poznać myśli twoje i moje w nich miejsce

na koniec przywitać rozpalone słońce
zachwycić, spłonąć w gorącym oddechu
zanurzyć się w ciemnych głębinach odmętów
w objęciach toni spokojna pozostać na wieki
tak bym chciała...


Samotność

rano samotność wchodzi do domu szparami
nie pytając sie czy można...
nieproszona zasiada w fotelu
pije kawę i panoszy sie po pokojach

w południe samotność czeka na obiad...
zagląda do pustych garów
przetrząsa mróz w lodówce
dzwoni pokrywkami niezadowolona

wieczorem samotność zanurza się w pianie
przymyka oczy znużona...
wsuwa sie pod zimna kołdrę
i zasypia - zwinięte wystraszone zwierzątko

Pusta dusza

pusty człowiek, wyzuty z marzeń
kiedyś przemierzał przestworza
dziś wsłuchuje sie w oddech
i serce pyta czy jeszcze bije

zamknął usta, mówiły wiele
a nikt ich nie wysłuchał
zatkał uszy, słyszały mało
ciepłych słów, czułych westchnień

tkwi w swoim miejscu
wytyczonym przez czas i okoliczności
beznamiętnie przystosowuje się
do otaczającego go tłumu

nie widzi sensu w przenoszeniu gór
zmęczony walką o dobre uczucia
ma tylko jedno pragnienie
by wreszcie nadszedł spokojny sen

Kochanek

Księżyc to mój sekretny kochanek
skrada się bezszelestnie bokiem
dyskretnie podgląda przez szyby
pieści oczy delikatnym mrokiem

poświatą złotą utula do snu
milczeniem bajki do głowy kładzie
obiecuje purpurowe pantofelki
na ścieżce w owocowym sadzie

pod stopami dywan ukwiecony
rajskie ptaki na palmach daktylowych
tygrysa co pieszczot spragniony
ogrzewa stopy puszystym ogonem

a gdy świt przegania kochanka
na dzień dobry czule całuje
odchodzi cichutko na palcach
by powrócić nocą, do snu utulić


Tęsknoty

Utulona do snu nocy czarna głębią
zapadam sie powoli w marzeń otchłanie
w korytarz nieposkromionych pragnień
żądz i tęsknot nie znających granic

Każda myśl, każdy obraz ciebie przypomina
czy ja śnię już, czy to jeszcze jawa?
obok, przytulony leżysz tutaj ze mną
oddech twój słyszę, czuję ciepło ramion

Księżyc jasny, smutno zagląda przez okno
marszczy brew, wargi w grymasie wykrzywia
myśli jak ma zrobić byś był tu dziś ze mną
zwykła, ludzka, tęsknota go mocno zadziwia


Dla Maczki

Anioły Maczko przychodzą w nocy
ciepłymi skrzydłami Cię otulają
szepcą cichutko bajki do ucha
sny i marzenia do głowy wkładają

Anioły przez okna wlatują rankiem
przeszkody z Twej drogi zbierają
parasol ochronny nad głową rozłożą
nad przepaścią za rękę Cię poprowadzą

Twój Anioł Maczko ma dobroć na twarzy
przystojną postać, opalone członki
zwiewny strój i skrzydła puchate u ramion
ciepły uśmiech przywoła, przegoni smutki.


Zaproszenie do mojego domu

To drzwi wejściowe, kufer no i szafa
wielkie lustro w podstarzałych ramach
na sosnowym stole z kawą filiżanka
tort czekoladowy, cukier i śmietanka
pod stołem wielkie psisko ledwie zipie
zmęczone do mych stop sie tuli...
obrazy wszędzie, wysuszone kwiaty,
biblioteczka z książkami, misio biały...
A to widok za oknem i słońce w zasłonach
na parapecie gołąb i rybka w akwarium
i na balkon pchające sie konary drzewa
a na nich tysiące szczypawek i żuczków
pod balkonem winogron wije sie do góry
w gorze słońce, jasne niebo, chmury...

Smutek

smutek jest jak morska fala
uderza gwałtownie znienacka
lub skrada się powoli
by pochłonąć każda cząstkę
ciała i duszy, zatopić w sobie
wszystkie ciepłe myśli
wyrwać krzyk o ratunek
dławiąc go w gardle
pozostawiając zwątpienie
i pustkę o zmroku...
smutek jest jak zmierzch
ogarnia cieniem wszystko wokół
do serca sie wdziera, mąci umysł
każdy mięsień wypełnia bólem istnienia
niema woła o ciepły dotyk
nieobecnych palców...
smutek jest jak potępienie grzesznika
wygnanego z raju na samotną tułaczkę
















Zobacz serwisy INTERIA.PL