Księga gości
![]() ZAJRZYJ KONIECZNIE: http://www.mikolaj. zapraszam.pl/ja/ ![]() |
Mój intymny mały świat; moje zwierzenia, moje wiersze i fotografie dla Was i o Was moi drodzy pisze czyż wasze dusze nie są tak jak moja?
stęsknione, rozmarzone, ukojone ciszą czasem jak burza w piorunach i gromach czy Wasze serca nie łkają czasami nad swoim losem co wciąż figle płata? lub znów szczęśliwe i roześmiane rozdają dobro tam gdzie ktoś zapłacze dla Was i o Was moi drodzy piszę bo ukojeniem są mi Wasze słowa ciepłe i czule podarunki wiosny uśmiechy rankiem, całusy z wieczora i czuje ciepło Waszego spojrzenia gdy czytam wersy do mnie skierowane tu Was spotkałam, z Wami tu zostanę bo tu poznałam siłę swego słowa HalinkaBoska czyli Buka Zapraszam na moje strony: www.passionate-about-candles.com/ halinkaboska.blog.interia.pl/HalinkaBoska
|
Z mojej radosnej twórczości - klik na obrazek ------------------------------------------------------------------- Czego mi trzeba Gdybyś spytał kiedyś, czego mi potrzeba, Zaczepił mnie blady jegomość z parasolem, w szarym kapeluszu zapytał o sens życia; czy sensem jest wstać rano i kłaść się o zmroku. Czy czyste sumienie wystarczy, praca, znajomi, dom i samochód iść przed siebie, nie pytać nikogo mieć, wiedzieć i święty spokój. To nie tak proszę pana sens mieści sie w duszy i sercu sens mieści sie w przytuleniu w drugim, bliskim człowieku Sens mieści się w cieple ramion dobrym słowie, pocałunku czułym sens mieści się w przyzwoleniu nie ma sensu w uniku... O zwykłym człowieku wędrował sobie człowiek, zwykły, prosty w szarej kapocie i zdeptanych butach potykał się często, rozglądał na boki właził w kałuże, czasem kamyk kopał szedł drogą krętą przez życie tułacze oglądał za siebie w zadumie czasami czasem z uśmiechem spoglądał do przodu bo widział dalej niż władcy narodów a oczy jego były jak dwie gwiazdy świecące jasno gdzieś na firmamencie a dłonie jego moc nieziemską miały kogo nie dotknął ciepłem obdarzały i doszedł człowiek na skraj swojej drogi zmęczone serce odpocząć już chciało rozdało tyle miłości i wiary że wędrowcowi nic już nie zostało więc zasnął człowiek na końcu tej drogi bez żalu w duszy i bez żadnej trwogi zasnął spokojnie bo plan swój wykonał dał innym wszystko co miał i kochał Nieprzystosowanie Jestem niepoprawnie nieprzystosowana brakuje mi pancerza i szpady twardej skorupy, nieprzemakalnego prochowca "emocje czynią nas ludźmi" oddam tę ludzkość za grosik by nie czuć, być wyrachowana jeść, spać, budzić, bez żalu odchodzić po co śpiew ptaków i słońce w obłokach łąka, kwiaty i poety wiersze jeśli życie to pogoń i walka forsa i władza nad drugim człowiekiem po co uczucia które bolą czy ktoś chce - prezent mu zrobię i pójdę sobie, w spokoju zamieszkam w samotni gdzie nikt nie rani być może... Wariacje A ja dziś sobie stanę na rzęsach i nic wam do tego kochani na obiad zjem lody z serem pleśniowym popłynę na barce w ocean marzeń polecę na księżyc i ziemiankę zrobię z kamienia, piaskowca i marmuru wysoko gwiazdę zapalę o zmierzchu a o północy zaproszę duchy do domu zamiast muzyki posłucham szept trawy wycia wiatru w zasłonach i kapiącej wody przez teleskop popatrzę- po co mi reklamy zjadę z tęczy- wprost na twarde schody i mówcie śmiało, ze w głowie mam niepokolei a ja sie będę śmiała prosto w twarz szaraków jadła lody z serem i krztusiła nimi na sam widok miny banalnych ponuraków Dla Was Siedzę w ciszy, beznamiętnie w ekran się gapię słowa próbuję poskładać w logiczną całość myślenia brak koncepcji, inwencji i czegoś tam jeszcze... zapanowały nad mózgiem emocje i pragnienia Tylko tyle Wam powiem cudowne Kobiety i Baby: zajrzyjcie w swoje serca, wspomnijcie miłe zdarzenia Jesteście piękne i dobre, mądre i silne... moje Panie kochajcie siebie, żyjcie tak, by zrealizować marzenia Moje serce I raz- ktoś kopnął,i dwa- ktoś popchnął i trzy... słowami znów zranił tulisz sie w sobie, chowasz w ramionach uciekasz w niebyt- nie istnieć wcale... Pamiętaj SERCE ja cię przytulę łzy twoje wytrę i nosa Wyprostuj plecy, patrz prosto w oczy oprawcy, bandziora, kata Nie jesteś samo, jestem tuż obok i siła wielka jest w tobie przenosić góry, zmieniać bieg rzeki bo jesteś dobre i moja Poranki Moje poranki to przerażające stwory zioną odorem oddechów, myśli mrożą rozwiercają czaszkę dudnieniem budzików. Zapuchnięte powieki oczu nie otworzą. Rozgrzana poducha nie chce puścić głowy Na zimną podłogę postawić stopy rozespane, zwlec się z łóżka to jak skok na bandżi nieuchronne zderzenie z niechcianym świtaniem. W biegu papieros, kawa, lista zajęć... Kolejny raz lustro przeraża widokiem Mówi ktoś: "Witam tym pięknym porankiem" Cholera, chyba jest kłamcą lub idiotą. Wymarzona wyspa Była raz wyspa, gdzieś na końcu świata stworzona z marzeń dwojga ludzi mur wysoki tę wyspę dokładnie oplatał by nikt się nie wdarł i marzeń nie zburzył Na wyspie busz dziewiczy, niedostępne knieje wodospady, kaskady, strumyki i tylko wiatr w konarach wygrywał sonaty a wtórowały mu z gąszczu dzikie ptaki na plaży stado koni z rozwianymi grzywy a na fali żagiel trzepotał u jachtu i stał dom na tej wyspie gdzie ogień się palił w kominku płonął przyjazny i jasny przy ogniu oni dwoje ogrzewali dłonie i składali swój świat z baśni... Niejedna historia Wypłakałam oczy swoje już dawno Wykrzyczałam w pustkę też gardło Wytężałam słuch do granic możliwości Usłyszałam ciszę lub warczenie złości Wiec samotność złapałam w ramiona Przytuliłam, szepnęłam czułe słowa Przysiadła, wypełniła pustkę przy stole Kawę piłyśmy,długo gadałyśmy obie Tak płynęły nam godziny i lata Ja i samotność, idealna para Bez zgrzytów, bez dąsów, nienawiści Zawsze razem, nierozłączne towarzyszki Myślałam, ze mi z nią do twarzy ze tak ma być i nic sie nie wydarzy Innego, miłego, niespodziewanego Nic co mnie zaskoczy...nic dobrego Nagle ktoś uchwycił mnie za rękę Mocno trzymał w uścisku swoich dłoni Poczułam ciepło i już tylko chciałam By mnie nie wypuścił, w cieple tym zostałam... Zapatrzeni zapatrzyłam się w oczu dwoje i już wzroku nie umiem oderwać wpatruję, wgapiam nieprzytomnie choć nie wypada patrzyć natrętnie uśmiechasz sie, nic nie mówisz co myślisz, ja tego nie wiem może wreszcie słowo mi powiesz zatapiam swój wzrok coraz głębiej milczysz, lecz serce ci śpiewa słyszę je oczyma duszy swojej piosenkę na cześć moich oczu w które zaglądasz namiętnie Kamienni ludzie Kamienni ludzie odwiedzają mnie czasem nachodzą niespodzianie, z zaskoczenia nie witają, nie pożegnają nawet pójdą sobie ziewając ze znużenia póki co, piją z pustych filiżanek milczeniem zaciskają suche wargi, wypatrują dawnych kochanek bez usmiechu, bez slowa skargi Tylko serce ulecieć by chciało ostatni raz wysoko do slońca poczuć ciepło spalić swoje ciało bo nie warto tak konać bez końca Kamienni ludzie przerażają widokiem potwory snujące się w mgły obłoku nawiedzają mnie razem z mrokiem rozsiadają się u mojego boku i przychodzić tak bedą już zawsze gdy samotność mi będzie doskwierać przyjaciele moi milczący, bracia smutku: jeszcze nie teraz !!!!!!! Pytania Co nowego dasz mi dziś panie jakie troski w podarku przynosisz ile bólu i chłodu srogiego ile smutku, a ile miłości... śmiechu, żartu i kpiny głupiej z twoich rąk dziś od ludzi przyjmę ile poślesz dla mnie na ziemię razów srogich, udawanych wzruszeń... ile oszustw i kłamstw jeszcze muszę przeżuć i połknąć w pokorze byś zasłonę z oczu zdjął wreszcie i dał wszystko dobre co możesz Zwykły dzień Kolejny poranek, początek czegoś, Przychodzenia i odchodzenia , Ta sama droga, nic znów nie zmieniasz, Nawet spotykasz te same spojrzenia. Zapamietane z biegiem czasu, Potluczone płytki chodnikowe, Przewidziane wszystko za wczasu, Znajome choć anonimowe. Te same poszarzałe twarze, Za dużo siwych wlosów, Sąsiad na starym rowerze, Pali wciąż wiecej papierosów. Sąsiadka znów bardzo smutna, Koczek nosi czasami, Spogląda w koło nieufna, Zmęczona ciągłymi troskami. Dzieci z podwórka już duże, Poważne i nienaganne, Nie wchodzą od dawna w kaluże, Siedzą przy kawie porannej. Tylko kwiaty coraz piękniejsze, Ptaki spiewają wciąż ładnie, Gdy idziesz po znanej alejce, Może ktoś serce ci skradnie. Może ktoś sie pojawi, Przystojny, nietuzinkowy, Zabierze cię w objęciach Pokazać świat calkiem nowy. Znów nie śpisz noc kolejną, Gdyż oczekujesz w pokorze. Noc dluga, smutna, diabelna, Bo nic się zmienić nie może. Przekora Poszła bym gdzieś i dokądś Ale noga nie trzyma się drogi Skacze sobie swobodnie Jak w trawie polny konik. Zrobić coś dziś bym chciała Tylko ręka jakby nie moja Zachciało się jej psikusów Do przodu poszybowała. Siedzę i myślę sobie A myśli gdzieś uleciały Na nic zważaja w głowie Są wielkie to znowu małe. Zawołam ciebie do siebie Ty mnie poskromić możesz Głos uwiązł w gardle moim Czyż to się zdarzyć może? Spokojny sen Zasypiam na ciepłym ramieniu, zapadam głeboko w uśpieniu, bujam się w rozmarzeniu, pogrążam w zapomnieniu. Budzę w sońca promieniu, nowego dnia olśnieniu, trosk niedoslyszeniu, ran starych zabliźnieniu. Zostanę w tym ukojeniu marzeń swych przypomnieniu dobrego losu zżądzeniu, słodkiemu przyzwoleniu. Moje szczęście Moje szczęście jest jak promień słońca jasny, Owiane letnim powiewem wiatru we włosach, Wyciszone jak szepty spokojnego morza, Lekkie lotem ptaka wysoko w przestworzach. Tajemnicze jak noc ciemna, świeże jak poranek, Słodyczą przypomina soczysty miąż melona, Kolorami - ogrody ukwiecone w maju Radosne śmiechem dziecka, merdaniem ogona. Miękkie jak stos poduszek gdy mnie nocą tulisz, Zaspane, leniwe, w przymknietych powiekach, Zasypiające ze słodkim uśmiechem na twarzy, Budzące się gdy słońce wysoko w obłokach. Powiedz mi Powiedz mi czym jest życie, Snem pijanego pod stołem, Czy drogą wyboistą i kretą, Ktorą zmierzasz z mozołem? Opisz kim że jest czlowiek, Krwią, kością i rozumem, A jeśli duszą i sercem Które wybaczać umie? Wyjaśnij co to jest miłość, Wołaniem, że kochają tłumy, A może uśmiechem, pocałunkiem, Troską, wyznaniem czułym? Wytłumacz co to szczeście, Sukces, bogactwo, zabawa, Czy może sen spokojny, Przy kimś kto słucha z uwagą? A ja czym (kim) jestem, Czlowiekiem, miloscią, życiem? Kim jeśli szczęścia nie umiem Dać tym, którzy o nie walczycie ! Zagubiona Pogubiłam się na skraju krętej drogi Dokąd teraz pójdę, gdy wszedzie daleko Drzwi do pukania żadnych, dookoło ciemno Nikogo i niczego, pusto pod powiekom. Ani psa, ani szczura... nie warczy, nie woła Cisza dudnieniem swym rozsadza głowę Samotna stoję, bez przyszłości – goła Boję się poruszyć, strach wydobyć mowę. Wzrok wytężam, by wybadać przestrzeń Oczy ślepe są, nie mam oczu dwoje Zabrała je nicość, już jej nie zwyciężę Pochłania duszę... nic nie jest moje.. Jak przeżyć, czas już nie wiem który Pustka w głowie i pustka dookoła Jasny świt nie wita słońca promieniem Dobry zmierzch księżycem nie zawoła. Zasnąć na zawsze, obudzić się we śnie Ujrzeć świat inny, zupełnie jak nowy Swą drogą prostą przejść nieboleśnie Raj dziecinnych obrazków pastelowych. Krople łez Poszarzało, krople łez spadły z nieba Kurz miały zetrzeć z serc i chodników Napoić wyschnięte usta, suche drzewa Przemyć mgłą osnute oczy i okiennice. Słony prysznic otworzył stare rany Zamiast ulgą okrył świt cierpieniem Świat się poskarżył, że nie daje rady Niebo jęknęło jasnym płomieniem. I tylko dwie istoty jak zaczarowane Dwie roześmiane buzie i pieszczot tysiące Małej dziewczynki z dziurą na kolanie I jej wiernego psa co go zwą Przybłęda. Wspinaczka przemoknięta do szpiku kości przesycona bólem istnienia wspinam się po drabiny szczeblach do miejsc gdzie mnie jeszcze nie ma ciagle w góre bo widać tam lepiej i wciąż więcej pragnę zobaczyć cieplej, spokojniej, radośniej chcę, więc zrobię wszystko inaczej I zostawię za sobą gdzieś w dole dawne dobre i gorsze wspomnienia może zajrzę w nie kiedyś na chwilę z miejsca gdzie jeszcze mnie nie ma lecz już będą to tylko z oddali zamazane obrazy, niewyraźne słowa już nieważne uśmiechy i gesty zgrzyty, kąsania, wyboje na drogach wspinam się po drabiny szczeblach świat swój tworzę zupełnie nowy tylko serce zostawię to samo resztę zburzę i odbuduję w sobie Nic nie wymarzysz Podróżowałeś po niebie błękitnym wśród obłoków pławiłeś w marzeniach wschody słońca witałeś uśmiechem na zachód patrzyłeś z nadzieją... każda myśl łzy goryczą zatruta każdy grymas cierpieniem na twarzy bo twe życie marzenia przegnało i już więcej nic nie wymarzysz... Zraniony człowiek zraniona dusza łka po cichutku jak małe dziecko w ciemności deszczem wieczornym do okna stuka prosi o posłuch, o wzrok przyjazny zranione serce cierpi w ukryciu chowa sie w najdalsze kąty i krzyczy z bólu bezgłośnie głucho woła o ciepły dotyk zraniona duma ukrywa sie w cieniu w najdalszym zakamarku głowy przeżera umysł, myślami mąci krzyczy cichutko o dobre słowa zraniony człowiek nie jest człowiekiem jest trwogą, bólem, błaganiem o wsparcie jest samotnością w prośbie o pomoc przed odrzuceniem dławiony strachem Tak bym chciała Tak bym chciała na miękkich skrzydłach ulecieć wysoko stadem ptaków poszybować w przestrzeni rozkołysać się na fali w łupince orzecha poczuć we włosach wiatru westchnienie tak bym chciała zajrzeć do twojego serca doświadczyć uczuć w nim zamkniętych duszę przejrzeć zakazaną mi księgę poznać myśli twoje i moje w nich miejsce na koniec przywitać rozpalone słońce zachwycić, spłonąć w gorącym oddechu zanurzyć się w ciemnych głębinach odmętów w objęciach toni spokojna pozostać na wieki tak bym chciała... Samotność rano samotność wchodzi do domu szparami nie pytając sie czy można... nieproszona zasiada w fotelu pije kawę i panoszy sie po pokojach w południe samotność czeka na obiad... zagląda do pustych garów przetrząsa mróz w lodówce dzwoni pokrywkami niezadowolona wieczorem samotność zanurza się w pianie przymyka oczy znużona... wsuwa sie pod zimna kołdrę i zasypia - zwinięte wystraszone zwierzątko Pusta dusza pusty człowiek, wyzuty z marzeń kiedyś przemierzał przestworza dziś wsłuchuje sie w oddech i serce pyta czy jeszcze bije zamknął usta, mówiły wiele a nikt ich nie wysłuchał zatkał uszy, słyszały mało ciepłych słów, czułych westchnień tkwi w swoim miejscu wytyczonym przez czas i okoliczności beznamiętnie przystosowuje się do otaczającego go tłumu nie widzi sensu w przenoszeniu gór zmęczony walką o dobre uczucia ma tylko jedno pragnienie by wreszcie nadszedł spokojny sen Kochanek Księżyc to mój sekretny kochanek skrada się bezszelestnie bokiem dyskretnie podgląda przez szyby pieści oczy delikatnym mrokiem poświatą złotą utula do snu milczeniem bajki do głowy kładzie obiecuje purpurowe pantofelki na ścieżce w owocowym sadzie pod stopami dywan ukwiecony rajskie ptaki na palmach daktylowych tygrysa co pieszczot spragniony ogrzewa stopy puszystym ogonem a gdy świt przegania kochanka na dzień dobry czule całuje odchodzi cichutko na palcach by powrócić nocą, do snu utulić Tęsknoty Utulona do snu nocy czarna głębią zapadam sie powoli w marzeń otchłanie w korytarz nieposkromionych pragnień żądz i tęsknot nie znających granic Każda myśl, każdy obraz ciebie przypomina czy ja śnię już, czy to jeszcze jawa? obok, przytulony leżysz tutaj ze mną oddech twój słyszę, czuję ciepło ramion Księżyc jasny, smutno zagląda przez okno marszczy brew, wargi w grymasie wykrzywia myśli jak ma zrobić byś był tu dziś ze mną zwykła, ludzka, tęsknota go mocno zadziwia Dla Maczki Anioły Maczko przychodzą w nocy ciepłymi skrzydłami Cię otulają szepcą cichutko bajki do ucha sny i marzenia do głowy wkładają Anioły przez okna wlatują rankiem przeszkody z Twej drogi zbierają parasol ochronny nad głową rozłożą nad przepaścią za rękę Cię poprowadzą Twój Anioł Maczko ma dobroć na twarzy przystojną postać, opalone członki zwiewny strój i skrzydła puchate u ramion ciepły uśmiech przywoła, przegoni smutki. Zaproszenie do mojego domu To drzwi wejściowe, kufer no i szafa wielkie lustro w podstarzałych ramach na sosnowym stole z kawą filiżanka tort czekoladowy, cukier i śmietanka pod stołem wielkie psisko ledwie zipie zmęczone do mych stop sie tuli... obrazy wszędzie, wysuszone kwiaty, biblioteczka z książkami, misio biały... A to widok za oknem i słońce w zasłonach na parapecie gołąb i rybka w akwarium i na balkon pchające sie konary drzewa a na nich tysiące szczypawek i żuczków pod balkonem winogron wije sie do góry w gorze słońce, jasne niebo, chmury... Smutek smutek jest jak morska fala uderza gwałtownie znienacka lub skrada się powoli by pochłonąć każda cząstkę ciała i duszy, zatopić w sobie wszystkie ciepłe myśli wyrwać krzyk o ratunek dławiąc go w gardle pozostawiając zwątpienie i pustkę o zmroku... smutek jest jak zmierzch ogarnia cieniem wszystko wokół do serca sie wdziera, mąci umysł każdy mięsień wypełnia bólem istnienia niema woła o ciepły dotyk nieobecnych palców... smutek jest jak potępienie grzesznika wygnanego z raju na samotną tułaczkę
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||