Księga gości
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
49501
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
4797
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
48
|
|
| Taka właśnie jestem |
|
| HalinkaBoska |
|
Maynooth |
| Słówko o mnie |
| Cieszyć się samą sobą i wszystkimi innymi wokół |
| Zobacz mój profil |
|
| << | Styczeń 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | | | | | 1 |
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | | | | | |

ZAJRZYJ KONIECZNIE:
http://www.mikolaj.
zapraszam.pl/ja/

|
Mój intymny mały świat;
moje zwierzenia, moje wiersze i fotografie
dla Was i o Was moi drodzy pisze
czyż wasze dusze nie są tak jak moja?
stęsknione, rozmarzone, ukojone ciszą
czasem jak burza w piorunach i gromach
czy Wasze serca nie łkają czasami
nad swoim losem co wciąż figle płata?
lub znów szczęśliwe i roześmiane
rozdają dobro tam gdzie ktoś zapłacze
dla Was i o Was moi drodzy piszę
bo ukojeniem są mi Wasze słowa
ciepłe i czule podarunki wiosny
uśmiechy rankiem, całusy z wieczora
i czuje ciepło Waszego spojrzenia
gdy czytam wersy do mnie skierowane
tu Was spotkałam, z Wami tu zostanę
bo tu poznałam siłę swego słowa
HalinkaBoska czyli Buka
Zapraszam na moje strony:
www.passionate-about-candles.com/
halinkaboska.blog.interia.pl/HalinkaBoska
|
|
2012-01-20
Zakupy z facetem
|
Mój śliczny HP Pavilion siada na potęgę. Trzy lata z kawałkiem wiernie mi służył, teraz ledwo dycha. Najpierw padła bateria. Można kupić, ale po co jak zaczął się przegrzewać. Wysiadła karta do internetu i inne drobiazgi. Biaka zabrał mnie do sklepów komputerowych i Aplla mi zachwala. Bo taki cieniutki ten nowy, bo taki wypasiony. Cena mówi sama za siebie. Ja nie chcę Aplla. Biaka ma białego Aplla, synek też z Apllem przyjeżdżał swojego czasu. Tego brakowało żebym miała taki sam. Zresztą i tak nie wykorzystam jego możliwości. Mój HP też jest nazbyt wypasiony, ale nie mogłam się oprzeć jego urodzie; bardzo opływowym kształtom i odcieniom starego złota.
Coś tam sobie upatrzyłam w sklepie; ładną i solidną jak na warunki domowe Toshibę, ale wyszłam z pustymi rękami. Biaka mnie wkórzył jak zaczęłam pytać co ma w środku. Czasem pewnie bezsensownie... wiadomo.... jestem blondynką. Tym bardziej blondynką, że mam przy sobie specjalistę komputerowego i nie mam potrzeby uczenia się szczegółów technicznych. Najpierw stwierdził, że wybieram laptopa po wyglądzie. Racja... Biaka ma go sprawdzić pod innymi względami. Następnie, że każdy komputer w tym sklepie byłby dla mnie wystarczający. To drugie pewnie też racja, bo mieli dobry sprzęt... ale bylo to zlośliwe, więc obrażona wyszłam ze sklepu.
Biaka bylby szczęśliwy gdybym kupiła to co on wybierze. Tylko dla jakiej idei? Żeby połechtać męskie ego? W tym przypadku ja mam być zadowolona, a Biaka zadowolony z tego , że ja jestem zadowolona ;)
Na tę chwilę mój staruszek podłączony jest do internetu przez kabelek i ledwo dycha, a mi pomimo wszystko przyjemnie przy nim siedzieć.
Całuję
P.S. Światecznego homara nie polecam. Gdy wyjęłam z opakowania przeraził mnie rząd krótkich łapek, strasznie długie wąsiska i małe oczka. Bałam się go dotknąć, choć był zamrożony. Z powyższych powodów przygotowanie go bylo dla mnie przeżyciem niezbyt miłym i to chyba też sprawiło, że niezbyt chętnie go spróbowałam. Zresztą nic szczególnego.
|
|
Komentarzy:
6
|
|
2011-12-20
|
Już od miesiąca żyję świętami. Wiele gadzetów robiłam na nasz tradycyjny jarmark świąteczny: aniołki, świece, ozdoby choinkowe, karteczki i inne duperelki.Bardzo lubię zakończenie jarmarku, kiedy to wymieniamy się naszymi wyrobami, które zostały. Tym razem dostałam za aniołki i świece piękną butelkę i talerz ozdobione metodą decoupage, gwiazdki robione na szydełku, filcowego jeżyka, magnesy na lodówkę w kształcie motylków, a od dziewczyny, która robi biżuterję malutką zawieszkę na łańcuszek z czerwonym kryształem Swarovskiego.
O zakupy wcześniej zadbałam. Do polskiego-mięsnego trzeba było jechać do Dublina, karpia zdobyć i inne tradycyjne polskie specjały. Tu nie tak łatwo. Tubylcy jadają inaczej, więc i problem z naszymi przysmakami. Wszystko już mam i tradycji stanie sie zadość. Ponadplanowo kupiłam homara. Patrząc na niego w sklepie wyobraziłam go sobie wielkiego, czerwonego w centralnej cześci stołu. Nie mogłm sie oprzeć temu wyimaginowanemu obrazowi.
Teraz robię porządki. Gotowanie na końcu, żeby było świeżo i pachnąco. Uwielbiam te świąteczne zapachy rozchodzące sie po domu, nawet jeśli jest to bigos, czy ryba i mięsa mocno przyprawione czosnkiem i ziołami. Zapach z nutką aromatu pierogowego i słodką wonią wanilii z sernika. Poezja. Moje kubki smakowe warjują na samą myśl o tych aromatach.
Biaka zarezerwował sobie urlop od polowy tygodnia. Mam pomocnika.
Powtórzę się składając Wam życzenia moim wierszem z tamtego roku. Napisany dla Was wprost z serca, oddaje najlepiej to czego chcę Wam życzyć na Święta i na cały przyszły rok.
Całusy
Życzenia specjalnie dla Was, 
mojego autorstwa.
Chcę dziś Ci życzyc mój czytelniku
by Twoje życie było wspaniałe,
w oczach miej zawsze setki ogników
wesoły uśmiech twarzy na stałe.
Niech dobry duszek czuwa nad Tobą
w każdej sekundzie Twego istnienia,
gdyż jesteś prawą, szczerą osobą
i wszystko ma być wedle życzenia.
Kolejny dzień Twój świeży i młody
niech znów zachwyci urokiem,
i wieczór zawsze miej wyjątkowy
urzekający spokojnym mrokiem.
Niech człowiek każdy mały i duży
w prezencie radość Ci niesie,
a ten jedyny(ta jedyna) na calym świecie
ubóstwia Ciebie dlugie stulecie.
Spełnią się całe Twoje marzenia
ja sobie życzę tego ogromnie,
na lepsze wszystko wokół się zmienia
bo Ty ślesz uśmiech do mnie...
|
|
Komentarzy:
29
|
|
2011-12-05
Zmęczenie materiału
|
Ból mija, a równocześnie poprawia się moje samopoczucie. Wszystko bolało: kark, ramiona, kręgosłup, biodra,nogi... mięśnie, kości...
Stronię od podnoszenia czegokolwiek, co waży ponad kilogram. Taka delikatna się zrobiłam jak Alutka z Rodziny zastępczej. Niedocenioną poetką też przecież jestem.
Wyginam się w każdą stronę, rozciągam, naciągam i jeszcze jakieś obroty tułowiem i kilka przysiadów. Gimnastyka działa rewelacyjnie, chociaż odczuwam momentami, że nie każda część pracuje jak należy. Zastanawiam się czy to nie zużycie materiału. Gdyby tak można było wymienić kilka śrubek, jakieś łożysko, naoliwić ;)
Za oknem właśnie wyszło słońce. Kilka ostatnich dni było ponurych; deszczowych i wietrznych. Jak dobrze, że jesteś Słoneczko! Brakowało mi ciebie.
|
|
Komentarzy:
15
|
|
2011-11-21
Pokuta
|
Odpokutuję pobyt w Polsce, a dokładniej przygotowanie mojego domu do wynajmu. Nazbierałam w nim z tysiąc ton ksiażek, które przeniosłam na poddasze. Coś sobie nadwyrężyłam, bo teraz kregosłup i nogi odmawiają mi posluszeństwa. Budzę się z bólem, a kładę spać z jeszcze większym. Spacery z Albercikiem stały się wysiłkiem. Biaka masuje mnie wieczorami, przy wtórze moich jęków. Czekam z niecierpliwością na noce, by rozgrzać kości pod gorącym prysznicem i wygrzewać je zawinięta szczelnie w kołderkę.
Nigdy więcej dźwigania (znając siebie pewnie do następnego razu).
|
|
Komentarzy:
14
|
|
2011-11-15
Jestem
|
Dwa miejsca na ziemi i dwie tęsknoty. Jestem tu i tęsknię do tamtych chwil. Jestem tam i myślami błądzę po drugiej stronie.
Czy to nie udręka ta ciągła tęsknota? Kij ma zawsze dwa końce, a ten drugi, to radość z powitań dawno niewidzianych twarzy i miejsc.
Pracowity czas za mną... teraz odpoczywam. Tutaj i teraz czas ciągnie się jakby leniwie. W Polsce gnał szalony. Wpadam w tę gonitwę na dwa tygodnie. Zbyt krótko, by zwolnić. Zbyt wiele spraw, miejsc i ludzi. Znów wygrałam z czasem: wynajęłam firmie mieszkanie i garaż, sprzedałam Biaki samochód, zrobiłam porzadki w ogrodzie, spotkałam się z przyjaciólmi, zrobiłam zaplanowane zakupy, moim panom i sobie przywiozłam prezenty. Trzy razy zadumałam się przy grobie taty. Już 15 lat jak odszedł, a mi go wciąż tak bardzo brakuje.
Torbę zamykałam rękoma i nogami. Oczywiście przekroczyłam dozwolone 20 kg. bagażu, na co miła pani na lotnisku uśmiechnęła się tylko. Podróż męcząca, ale już się przyzwyczaiłam i nie robi na mnie większego wrażenia. Oby tylko wszystko planowo było i turbulencje niezbyt silne.
Jestem więc i odpoczywam. Powracam do tego życia.
|
|
Komentarzy:
13
|
|
2011-10-29
Sukces !!!
|
Wysiłki zostały nagrodzone sukcesem, po ponownej wyprawie do sklepów (tym razem do centrum Dublina). Kupiłam czarne kozaczki zamszowe, sięgające za kolana, na małym koturenku, czarna torebkę i jasno-szarą wełnianą tunikę. Wszystko idealnie pasuje do mojego czarnego płaszczyka zamszowego. Kozaczki jakby szyte z tego samego kawałka zamszu co płaszczyk, a torebka cześciowo pokryta futerkiem identycznym, jak na kołnierzu płaszczyka. Obcisła, wełniana tunika, świetnie się komponuje z moimi szarymi getrami. Do tego wyciągnęłam z szafy rękawiczki z łezką, czesciowo czarne, czesciowo jasne. Ufff... jestem ubrana na spotkanie z bratową. Pewnie będzie krótkie, ale to przecież wystarczy aferzystce, by mieć powód do obmawiania. Zresztą... jak nie znajdzie powodu, to go sobie wymyśli i nasze spotkanie nie jest jej potrzebne do tego. Och, jak ja jej nie lubię, a tak się kiedyś cieszyłam, że w żonie brata znajdę przyjaciółkę. Okazała się kłamczuchą, wprowadzającą niesnaski w rodzinie.
Nie należę do osób lubujących się w narzekaniu i obgadywaniu. Bratowa zapracowała sobie solidnie na moją niechęć.
Torba prawie spakowana, dom przygotowany na moją nieobecność. Albercik ma zapewnioną opiekę całodobową, gdyż jeden tydzień młodszy ma wolny od szkoły, a na drugi Biaka zaklepał sobie urlop. Wydam tylko dyspozycje moim panam i jutro, bardzo wcześnie wyruszam.
Przesyłam Wam gorące całusy.
Pusta kartka
(moje wypociny do opowiadania pkotwica
pkotwica.blog.interia.pl )
Przysiadłeś człeku przy stole kuchennym
spuszczoną głowę rękoma zakryłeś
patrzysz w biel listu wzrokiem kamiennym
szukając wyznań o które prosiłeś
przed tobą pustka kartki, krzesla i oddechu
niegdyś pełna szaloną zawieją
waszych psot, dzwoneczków smiechu
czułych słów, gestów, chęcią i nadzieją
sama pamięć już nie wystarcza
żałość serce rozrywa na szczępy
myśk o śmierci życie twe obarcza
nad glową kołują krwiożercze sępy
nie odchodź, nie ten czas i miejsce
całkiem inne plany ma dla ciebie dola
los pisze historię na pustym papierze
a główna twoja w tej historii rola
malych dzwoneczków są znów tysiące
chloniesz je sercem, duszą i oczyma
gesty, tulenia nadal są gorące
i inna ona, wspanialsza, jedyna.
|
|
Komentarzy:
8
|
|
2011-10-18
Przygotowania
|
Szykuję się do wyjazdu.. o przepraszam... szykuję przede wszystkim moich panów na moją nieobecność i równocześnie dochodzę do wniosku, że moja troskliwość o nich jest szczelnie wypełniona głupotą.
Zamrażarka już napchana pojemnikami z gotowymi obiadami. Pulpeciki w sosie spaghetti, piersi z kurczaka w sosie curri, schab w sosie pieczarkowym, bitki wołowe też w sosie, żurek z białą kiełbasą, łazanki... Narobilam im najróżniejszych obiadow na 14 dni. Wystarczy odmrozić, zagotować i tylko jakiś makaron czy ryż przygotować.
Pojechałam do centrum handlowegona kupić coś nowego na grzbiet. Nic mi się nie spodobało. Nogi mnie tylko rozbolały i dzień zmarnowany. Nie lubię tych wszystkich sklepów z ciuchami, wybierania, przymierzania i przesłodzonych ekspedientek, atakujacych od progu. Biaka stwierdził, że mam zbyt duże wymagania, a mi po prostu nie zależy na nastepnej szmatce, przez którą moja szafa się nie domknie. Jak już kupować to coś wystrzałowego. Ja tak mam... kilka ciuchów, które uwielbiam, a cała reszta, to nieużywane "zawalidrogi". Kupić coś powinnam, chociażby po to, by oszczędzić język bratowej. Jak pojadę ubrana w to w czym mnie już widziała, dam jej satysfakcję i powód do obgadywania za moimi plecami, a po co. Pojedziemy jeszcze w sobotę, ale czuję zniechęcenie. Ja bym chciała tak od progu pierwszego sklepu zostać olśniona urokliwością "czegoś tam", zapłacić i uszczęśliwiona wrócić do domu. Niestety... nie ma tak dobrze.
Pozdrawiam serdecznie.
|
|
Komentarzy:
16
|
|
2011-10-09
Wpadam w dołki i w doły
|
Wpadam w doły i nie przez swoje gapiostwo. To moja natura emocjonalna daje mi sie we znaki, a jesień nie ma z tym nic wspólnego. Jest piękna w tym roku. To moi panowie doprowadzają mnie do szału. Jakby się zmówili. Mówią do mnie:"nie musisz tego robić, sami sobie poradzimy", a ja to odbieram: " nie jestem im potrzebna". Całe życie byłam tam, gdzie mnie potrzebowano. 24 godziny na dobę, stałam na straży, przygotowana na największe poświęcenia. Teraz czuję się zbędna. Kupiłam więc bilety do Polski (lecę sama).... Mama już się cieszy. Pomogę jej w kilku sprawach. Zrobię porządki na grobie taty i w ogródku. Może coś naprawię w domu... Przez dwa tygodnie będę dotrzymywać towarzystwa mamie i zabiorę Pysię na długie spacery.
Poczuję się potrzebna.
Mój wiersz napisany do jednego z ostatnich opowiadań Piotra
pkotwica.blog.interia.pl
Cała prawda
Spotkałem postać na swej życia drodze,
przystanęła, jakby znała mnie od zawsze,
przyglądam się, lecz rozpoznać nie mogę,
czy to kat, czy wybawiciel mój nadszedł.
Odnalazł mnie, w uścisku mocnym trzyma,
pustkę oczu ma przepelnioną smutkiem,
na twarzy dziwny, niespokojny grymas,
szarą skórę, do ramion włosy siwiutkie.
-" Kim ty jesteś czlowieku jak widmo,
jakie wiatry cie do mnie przywiały ?"
-"Jestem tobą, prawdą perfidną,
całym życiem twoim zbrukanym!"
I pojąłem to straszne zjawisko,
zatopiłem głowę w ramiona,
me sumienie stało mnie blisko,
cala prawda w duszy uśpiona.
|
|
Komentarzy:
14
|
|
2011-09-21
Albercik
|
Mam do odrobienia zaległe zadanie domowe:
1. Mam podziękować i wkleić na swoim blogu link blogera, który przyznał nagrodę.
Dziękuję więc:
Baw- www.baw60.blog.interia.pl
Portterk- http://www.portterk.blog.interia.pl/
Pkotwica- http://pkotwica.blog.interia.pl/
Szafirek- http://szafirek66.blog.interia.pl/
Adampoeta- http://adampoeta.blog.interia.pl/
Bellatrix- http://bellatrix2009.bloog.pl/
2. Następnie mam skopiować oraz wkleić na swoim blogu logo nagrody.

3. Mam nominować inne wspaniałe blogi za wyjątkiem tego który przyznał mi nagrodę.
Nominuję Wszystkich, którzy odwiedzacie mój blog. Jesteście moimi blogowymi przyjaciółmi, bo poświęcacie mi swój czas, macie cierpliwość do mnie i wiele wyrozumiałości. Pocieszacie mnie, rozśmieszacie, doradzacie...każdy z was jest dla mnie kimś wyjatkowym.
4- Mam napisać o sobie w 7 punktach.
-- jestem uzależniona od tworzenia... lepię, plotę, maluję, piszę wiersze, kiedyś szyłam, sama od podstaw stworzyłam swój ogród...
-- uwielbiam kapuśniak i babę ziemniaczaną
-- prowadzę intelektualne dyskusje z psem
-- marzy mi się swój własny domek w Irlandii (z małym ogródkiem)
-- wierzę, że marzenia się spełniają przy większej, lub mniejszej odrobinie wysiłku
-- nienawidzę brudu, ale potrafię zrobić wielki bałagan wkoło siebie (oczywiście posprzątam)
-- jestem roztargnioną osobą, "bujającą w obłokach", więc do sklepów chodzę z listą zakupów, zapisuję w laptopie i na kartkach ważne sprawy, potykam się na prostej drodze i wpadam na ludzi :))
Dziękuję
Albercik jest już dorosły. 17 września miał pierwsze urodziny. Wyrósł na wspaniałego pieska. Jest posłuszny, chyba że ma bardzo ważne psie sprawy i wtedy zapomina o całym świecie. Szpice tak mają (swoje zdanie), a pomeranian to miniaturowy szpic. Albercik jest pogodnym pieskiem i wciąż nam okazuje swoją miłość zresztą odwzajemnioną. Jest bardzo czysty i mądry. Gdy mówię do niego patrzy mi w oczy i przekrzywia główkę, a że mówię do niego dużo, to rozumie mnie w zaskakująco wielu sytuacjach.
Po pobycie u nas młodego staforda, doszłam do wniosku, że Albercik to piesek z wyjątkowo dobrymi manierami. Albercik nie ślini się, nie beka, nie chrapie i nie puszcza bąków jak tamten piesek. Przyjął gościa bardzo serdecznie i podzielił się z nim wszystkim. Bardzo lubi gości. Graham jest zadziwiony, że Albercik poszczekuje pod drzwiami, gdy ten nie zdąży nacisnąć na dzwonek. Albercik już wie, że Graham ma przyjść, gdy znoszę do pokoju gościnnego podręczniki do angielskiego i wtedy przez okno wypatruje Grahama. Codziennie czeka też w oknie na Biakę, gdy tylko usłyszy sygnał sms-a od Biaki, że już jedzie do domu. Cudownie okazuje swoją radość. Mordka mu się śmieje, macha nie tylko ogonkiem, ale i tułowiem, łapki zadziera wysoko, wydając radosne dźwięki. Jak już jest na rękach liże po nosie i uszach.
Sierści ma tak strasznie dużo, że wygląda na dwa razy większego i cięższego niż jest w rzeczywistości. Na szczęście nie wypada mu sierść i wystarczy, że wyszczotkuję go raz w tygodniu.
Albercik gdy miał 3 m.c. i Albercik teraz.


|
|
Komentarzy:
16
|
|
2011-09-08
Ratowanie życia
|
Mam na glowie dwa psiaki: mojego Albercika oczywiscie i młodziutkiego staforda sąsiadów. Sasiedzi wyjechali na tydzien w ważnych sprawach, a ja jak stwierdzili "ratuję im życie" przygarniajac pieska na ten czas. Nie spuszczam z oczu psiaki, bo stanford cieżki i silny pomimo młodziutkiego wieku, a Albercik delikatny. W domu istny meksyk, bo pieski rozrabiają.

Malowałam ostatnio. Dostałam zamówienie na dwa obrazy do dziecinnego pokoju. Wiszą już dumnie w pokoju Majeczki. Majka uszczęśliwiona, rodzice jej zadowoleni, a mnie duma rozpiera.


|
|
Komentarzy:
19
|
|
Z mojej radosnej twórczości - klik na obrazek

-------------------------------------------------------------------
Czego mi trzeba
Gdybyś spytał kiedyś, czego mi potrzeba, Powiem ci bez ogródek i zastanowienia, Trzeba mi łąk zielonych, bezkresnego nieba, Szumu morza, konarów drzew cienia.
Trzeba mi do życia siły, wytrwałości, Gdy sie potknę, ramienia na oparcie, Gdy mi sił brakuje, blisko mnie męskości, Kiedy zwatpię potrzebne mi wsparcie.
Potrzeba mi dojrzałej i mądrej czułości, Stroskanej o mą biedną, skołataną duszę, Nocą snu spokojnego, a rankiem ufności, Że dzień będzie pełen pozytywnych wzruszeń.
Ciepłego spojrzenia i dobrego słowa, Które to potrafią zdziałać wielkie cuda, Z małego zrobić wielkim lub go pożałować, Zachęcić, wspomóc, rozbawić po trudach.
Potrzeba mi pamięci w czyjejś mądrej glowie, Bym miała tam swe miejsce już na długie lata, Pewności, że nigdy nie zapomni o mnie, Że żadna burza nie zburzy nam świata.
No wiec mój miły nie powiem ci tego, W mym sercu dalej bedzie tkwić w żalości, To czego pragnę, co mi daje szczeście, Jest to poczucie gorącej miłości...
Oczekiwanie...
Tesknota za tym co ma się zdarzyć niepokój przed spełnieniem rychłym szaleństwo serca, rozwaga sumienia wszystko to na raz i wulkan myśli.
Rozdygotana cząstka jescestwa nadzieja wielka i powątpiewanie radość spełniającego się pragnienia strach niepewności... oczekiwanie...
Stare drzewa
Drzewa otulają mnie konarami Ofiarowują cień gdy spiekota nęka Pnie oslaniają przed wiatrami Przed wielką nawałnicą z nieba.
Stare drzewa mówią cichym szeptem Wszystko co uslyszeć trzeba Na zbawienie dadzą mi receptę Nieistotne żem tylko biedak.
Stare drzewa widziały niejedno Wiele burz kryją ich wnętrzności Przetrwały chyba całą wieczność Pomną czas były, zaznają nowości.
Przytulam się do starego drzewa Żyje, czuję jak żeglują w nim soki Daje mi silę swą, serce rozgrzewa Bo taki jego zamysł jest gleboki.
Zakochałam się do nieprzytomności W dobrych, wielkich drzewach Stoją monumentalne skromnie I nic ode mnie im nie trzeba.
Sens życia
Zaczepił mnie blady jegomość z parasolem, w szarym kapeluszu zapytał o sens życia; czy sensem jest wstać rano i kłaść się o zmroku.
Czy czyste sumienie wystarczy, praca, znajomi, dom i samochód iść przed siebie, nie pytać nikogo mieć, wiedzieć i święty spokój.
To nie tak proszę pana sens mieści sie w duszy i sercu sens mieści sie w przytuleniu w drugim, bliskim człowieku
Sens mieści się w cieple ramion dobrym słowie, pocałunku czułym sens mieści się w przyzwoleniu nie ma sensu w uniku...
O zwykłym człowieku
wędrował sobie człowiek, zwykły, prosty w szarej kapocie i zdeptanych butach potykał się często, rozglądał na boki właził w kałuże, czasem kamyk kopał
szedł drogą krętą przez życie tułacze oglądał za siebie w zadumie czasami czasem z uśmiechem spoglądał do przodu bo widział dalej niż władcy narodów
a oczy jego były jak dwie gwiazdy świecące jasno gdzieś na firmamencie a dłonie jego moc nieziemską miały kogo nie dotknął ciepłem obdarzały
i doszedł człowiek na skraj swojej drogi zmęczone serce odpocząć już chciało rozdało tyle miłości i wiary że wędrowcowi nic już nie zostało
więc zasnął człowiek na końcu tej drogi bez żalu w duszy i bez żadnej trwogi zasnął spokojnie bo plan swój wykonał dał innym wszystko co miał i kochał
Nieprzystosowanie
Jestem niepoprawnie nieprzystosowana brakuje mi pancerza i szpady twardej skorupy, nieprzemakalnego prochowca
"emocje czynią nas ludźmi" oddam tę ludzkość za grosik by nie czuć, być wyrachowana jeść, spać, budzić, bez żalu odchodzić
po co śpiew ptaków i słońce w obłokach łąka, kwiaty i poety wiersze jeśli życie to pogoń i walka forsa i władza nad drugim człowiekiem
po co uczucia które bolą czy ktoś chce - prezent mu zrobię i pójdę sobie, w spokoju zamieszkam w samotni gdzie nikt nie rani być może...
Wariacje
A ja dziś sobie stanę na rzęsach i nic wam do tego kochani na obiad zjem lody z serem pleśniowym popłynę na barce w ocean marzeń
polecę na księżyc i ziemiankę zrobię z kamienia, piaskowca i marmuru wysoko gwiazdę zapalę o zmierzchu a o północy zaproszę duchy do domu
zamiast muzyki posłucham szept trawy wycia wiatru w zasłonach i kapiącej wody przez teleskop popatrzę- po co mi reklamy zjadę z tęczy- wprost na twarde schody
i mówcie śmiało, ze w głowie mam niepokolei a ja sie będę śmiała prosto w twarz szaraków jadła lody z serem i krztusiła nimi na sam widok miny banalnych ponuraków
Dla Was
Siedzę w ciszy, beznamiętnie w ekran się gapię słowa próbuję poskładać w logiczną całość myślenia brak koncepcji, inwencji i czegoś tam jeszcze... zapanowały nad mózgiem emocje i pragnienia
Tylko tyle Wam powiem cudowne Kobiety i Baby: zajrzyjcie w swoje serca, wspomnijcie miłe zdarzenia Jesteście piękne i dobre, mądre i silne... moje Panie kochajcie siebie, żyjcie tak, by zrealizować marzenia
Moje serce
I raz- ktoś kopnął,i dwa- ktoś popchnął i trzy... słowami znów zranił tulisz sie w sobie, chowasz w ramionach uciekasz w niebyt- nie istnieć wcale...
Pamiętaj SERCE ja cię przytulę łzy twoje wytrę i nosa Wyprostuj plecy, patrz prosto w oczy oprawcy, bandziora, kata
Nie jesteś samo, jestem tuż obok i siła wielka jest w tobie przenosić góry, zmieniać bieg rzeki bo jesteś dobre i moja
Poranki
Moje poranki to przerażające stwory zioną odorem oddechów, myśli mrożą rozwiercają czaszkę dudnieniem budzików. Zapuchnięte powieki oczu nie otworzą.
Rozgrzana poducha nie chce puścić głowy Na zimną podłogę postawić stopy rozespane, zwlec się z łóżka to jak skok na bandżi nieuchronne zderzenie z niechcianym świtaniem.
W biegu papieros, kawa, lista zajęć... Kolejny raz lustro przeraża widokiem Mówi ktoś: "Witam tym pięknym porankiem" Cholera, chyba jest kłamcą lub idiotą.
Wymarzona wyspa
Była raz wyspa, gdzieś na końcu świata stworzona z marzeń dwojga ludzi mur wysoki tę wyspę dokładnie oplatał by nikt się nie wdarł i marzeń nie zburzył Na wyspie busz dziewiczy, niedostępne knieje wodospady, kaskady, strumyki i tylko wiatr w konarach wygrywał sonaty a wtórowały mu z gąszczu dzikie ptaki na plaży stado koni z rozwianymi grzywy a na fali żagiel trzepotał u jachtu i stał dom na tej wyspie gdzie ogień się palił w kominku płonął przyjazny i jasny przy ogniu oni dwoje ogrzewali dłonie i składali swój świat z baśni...
Niejedna historia
Wypłakałam oczy swoje już dawno Wykrzyczałam w pustkę też gardło Wytężałam słuch do granic możliwości Usłyszałam ciszę lub warczenie złości
Wiec samotność złapałam w ramiona Przytuliłam, szepnęłam czułe słowa Przysiadła, wypełniła pustkę przy stole Kawę piłyśmy,długo gadałyśmy obie
Tak płynęły nam godziny i lata Ja i samotność, idealna para Bez zgrzytów, bez dąsów, nienawiści Zawsze razem, nierozłączne towarzyszki
Myślałam, ze mi z nią do twarzy ze tak ma być i nic sie nie wydarzy Innego, miłego, niespodziewanego Nic co mnie zaskoczy...nic dobrego
Nagle ktoś uchwycił mnie za rękę Mocno trzymał w uścisku swoich dłoni Poczułam ciepło i już tylko chciałam By mnie nie wypuścił, w cieple tym zostałam...
Zapatrzeni
zapatrzyłam się w oczu dwoje i już wzroku nie umiem oderwać wpatruję, wgapiam nieprzytomnie choć nie wypada patrzyć natrętnie
uśmiechasz sie, nic nie mówisz co myślisz, ja tego nie wiem może wreszcie słowo mi powiesz zatapiam swój wzrok coraz głębiej
milczysz, lecz serce ci śpiewa słyszę je oczyma duszy swojej piosenkę na cześć moich oczu w które zaglądasz namiętnie
Kamienni ludzie
Kamienni ludzie odwiedzają mnie czasem nachodzą niespodzianie, z zaskoczenia nie witają, nie pożegnają nawet pójdą sobie ziewając ze znużenia
póki co, piją z pustych filiżanek milczeniem zaciskają suche wargi, wypatrują dawnych kochanek bez usmiechu, bez slowa skargi
Tylko serce ulecieć by chciało ostatni raz wysoko do slońca poczuć ciepło spalić swoje ciało bo nie warto tak konać bez końca
Kamienni ludzie przerażają widokiem potwory snujące się w mgły obłoku nawiedzają mnie razem z mrokiem rozsiadają się u mojego boku
i przychodzić tak bedą już zawsze gdy samotność mi będzie doskwierać przyjaciele moi milczący, bracia smutku: jeszcze nie teraz !!!!!!!
Pytania
Co nowego dasz mi dziś panie jakie troski w podarku przynosisz ile bólu i chłodu srogiego ile smutku, a ile miłości...
śmiechu, żartu i kpiny głupiej z twoich rąk dziś od ludzi przyjmę ile poślesz dla mnie na ziemię razów srogich, udawanych wzruszeń...
ile oszustw i kłamstw jeszcze muszę przeżuć i połknąć w pokorze byś zasłonę z oczu zdjął wreszcie i dał wszystko dobre co możesz
Zwykły dzień
Kolejny poranek, początek czegoś, Przychodzenia i odchodzenia , Ta sama droga, nic znów nie zmieniasz, Nawet spotykasz te same spojrzenia.
Zapamietane z biegiem czasu, Potluczone płytki chodnikowe, Przewidziane wszystko za wczasu, Znajome choć anonimowe.
Te same poszarzałe twarze, Za dużo siwych wlosów, Sąsiad na starym rowerze, Pali wciąż wiecej papierosów.
Sąsiadka znów bardzo smutna, Koczek nosi czasami, Spogląda w koło nieufna, Zmęczona ciągłymi troskami.
Dzieci z podwórka już duże, Poważne i nienaganne, Nie wchodzą od dawna w kaluże, Siedzą przy kawie porannej.
Tylko kwiaty coraz piękniejsze, Ptaki spiewają wciąż ładnie, Gdy idziesz po znanej alejce, Może ktoś serce ci skradnie.
Może ktoś sie pojawi, Przystojny, nietuzinkowy, Zabierze cię w objęciach Pokazać świat calkiem nowy.
Znów nie śpisz noc kolejną, Gdyż oczekujesz w pokorze. Noc dluga, smutna, diabelna, Bo nic się zmienić nie może.
Przekora
Poszła bym gdzieś i dokądś Ale noga nie trzyma się drogi Skacze sobie swobodnie Jak w trawie polny konik.
Zrobić coś dziś bym chciała Tylko ręka jakby nie moja Zachciało się jej psikusów Do przodu poszybowała.
Siedzę i myślę sobie A myśli gdzieś uleciały Na nic zważaja w głowie Są wielkie to znowu małe.
Zawołam ciebie do siebie Ty mnie poskromić możesz Głos uwiązł w gardle moim Czyż to się zdarzyć może?
Spokojny sen
Zasypiam na ciepłym ramieniu, zapadam głeboko w uśpieniu, bujam się w rozmarzeniu, pogrążam w zapomnieniu. Budzę w sońca promieniu, nowego dnia olśnieniu, trosk niedoslyszeniu, ran starych zabliźnieniu. Zostanę w tym ukojeniu marzeń swych przypomnieniu dobrego losu zżądzeniu, słodkiemu przyzwoleniu.
Moje szczęście
Moje szczęście jest jak promień słońca jasny, Owiane letnim powiewem wiatru we włosach, Wyciszone jak szepty spokojnego morza, Lekkie lotem ptaka wysoko w przestworzach.
Tajemnicze jak noc ciemna, świeże jak poranek, Słodyczą przypomina soczysty miąż melona, Kolorami - ogrody ukwiecone w maju Radosne śmiechem dziecka, merdaniem ogona.
Miękkie jak stos poduszek gdy mnie nocą tulisz, Zaspane, leniwe, w przymknietych powiekach, Zasypiające ze słodkim uśmiechem na twarzy, Budzące się gdy słońce wysoko w obłokach.
Powiedz mi
Powiedz mi czym jest życie, Snem pijanego pod stołem, Czy drogą wyboistą i kretą, Ktorą zmierzasz z mozołem?
Opisz kim że jest czlowiek, Krwią, kością i rozumem, A jeśli duszą i sercem Które wybaczać umie?
Wyjaśnij co to jest miłość, Wołaniem, że kochają tłumy, A może uśmiechem, pocałunkiem, Troską, wyznaniem czułym?
Wytłumacz co to szczeście, Sukces, bogactwo, zabawa, Czy może sen spokojny, Przy kimś kto słucha z uwagą?
A ja czym (kim) jestem, Czlowiekiem, miloscią, życiem? Kim jeśli szczęścia nie umiem Dać tym, którzy o nie walczycie !
Zagubiona
Pogubiłam się na skraju krętej drogi Dokąd teraz pójdę, gdy wszedzie daleko Drzwi do pukania żadnych, dookoło ciemno Nikogo i niczego, pusto pod powiekom.
Ani psa, ani szczura... nie warczy, nie woła Cisza dudnieniem swym rozsadza głowę Samotna stoję, bez przyszłości – goła Boję się poruszyć, strach wydobyć mowę.
Wzrok wytężam, by wybadać przestrzeń Oczy ślepe są, nie mam oczu dwoje Zabrała je nicość, już jej nie zwyciężę Pochłania duszę... nic nie jest moje..
Jak przeżyć, czas już nie wiem który Pustka w głowie i pustka dookoła Jasny świt nie wita słońca promieniem Dobry zmierzch księżycem nie zawoła.
Zasnąć na zawsze, obudzić się we śnie Ujrzeć świat inny, zupełnie jak nowy Swą drogą prostą przejść nieboleśnie Raj dziecinnych obrazków pastelowych.
Krople łez
Poszarzało, krople łez spadły z nieba Kurz miały zetrzeć z serc i chodników Napoić wyschnięte usta, suche drzewa Przemyć mgłą osnute oczy i okiennice.
Słony prysznic otworzył stare rany Zamiast ulgą okrył świt cierpieniem Świat się poskarżył, że nie daje rady Niebo jęknęło jasnym płomieniem.
I tylko dwie istoty jak zaczarowane Dwie roześmiane buzie i pieszczot tysiące Małej dziewczynki z dziurą na kolanie I jej wiernego psa co go zwą Przybłęda.
Wspinaczka
przemoknięta do szpiku kości przesycona bólem istnienia wspinam się po drabiny szczeblach do miejsc gdzie mnie jeszcze nie ma
ciagle w góre bo widać tam lepiej i wciąż więcej pragnę zobaczyć cieplej, spokojniej, radośniej chcę, więc zrobię wszystko inaczej
I zostawię za sobą gdzieś w dole dawne dobre i gorsze wspomnienia może zajrzę w nie kiedyś na chwilę z miejsca gdzie jeszcze mnie nie ma
lecz już będą to tylko z oddali zamazane obrazy, niewyraźne słowa już nieważne uśmiechy i gesty zgrzyty, kąsania, wyboje na drogach
wspinam się po drabiny szczeblach świat swój tworzę zupełnie nowy tylko serce zostawię to samo resztę zburzę i odbuduję w sobie
Nic nie wymarzysz
Podróżowałeś po niebie błękitnym wśród obłoków pławiłeś w marzeniach wschody słońca witałeś uśmiechem na zachód patrzyłeś z nadzieją...
każda myśl łzy goryczą zatruta każdy grymas cierpieniem na twarzy bo twe życie marzenia przegnało i już więcej nic nie wymarzysz...
Zraniony człowiek
zraniona dusza łka po cichutku jak małe dziecko w ciemności deszczem wieczornym do okna stuka prosi o posłuch, o wzrok przyjazny
zranione serce cierpi w ukryciu chowa sie w najdalsze kąty i krzyczy z bólu bezgłośnie głucho woła o ciepły dotyk
zraniona duma ukrywa sie w cieniu w najdalszym zakamarku głowy przeżera umysł, myślami mąci krzyczy cichutko o dobre słowa
zraniony człowiek nie jest człowiekiem jest trwogą, bólem, błaganiem o wsparcie jest samotnością w prośbie o pomoc przed odrzuceniem dławiony strachem
Tak bym chciała
Tak bym chciała na miękkich skrzydłach ulecieć wysoko stadem ptaków poszybować w przestrzeni rozkołysać się na fali w łupince orzecha poczuć we włosach wiatru westchnienie
tak bym chciała zajrzeć do twojego serca doświadczyć uczuć w nim zamkniętych duszę przejrzeć zakazaną mi księgę poznać myśli twoje i moje w nich miejsce
na koniec przywitać rozpalone słońce zachwycić, spłonąć w gorącym oddechu zanurzyć się w ciemnych głębinach odmętów w objęciach toni spokojna pozostać na wieki tak bym chciała...
Samotność
rano samotność wchodzi do domu szparami nie pytając sie czy można... nieproszona zasiada w fotelu pije kawę i panoszy sie po pokojach
w południe samotność czeka na obiad... zagląda do pustych garów przetrząsa mróz w lodówce dzwoni pokrywkami niezadowolona
wieczorem samotność zanurza się w pianie przymyka oczy znużona... wsuwa sie pod zimna kołdrę i zasypia - zwinięte wystraszone zwierzątko
Pusta dusza
pusty człowiek, wyzuty z marzeń kiedyś przemierzał przestworza dziś wsłuchuje sie w oddech i serce pyta czy jeszcze bije
zamknął usta, mówiły wiele a nikt ich nie wysłuchał zatkał uszy, słyszały mało ciepłych słów, czułych westchnień
tkwi w swoim miejscu wytyczonym przez czas i okoliczności beznamiętnie przystosowuje się do otaczającego go tłumu
nie widzi sensu w przenoszeniu gór zmęczony walką o dobre uczucia ma tylko jedno pragnienie by wreszcie nadszedł spokojny sen
Kochanek
Księżyc to mój sekretny kochanek skrada się bezszelestnie bokiem dyskretnie podgląda przez szyby pieści oczy delikatnym mrokiem
poświatą złotą utula do snu milczeniem bajki do głowy kładzie obiecuje purpurowe pantofelki na ścieżce w owocowym sadzie
pod stopami dywan ukwiecony rajskie ptaki na palmach daktylowych tygrysa co pieszczot spragniony ogrzewa stopy puszystym ogonem
a gdy świt przegania kochanka na dzień dobry czule całuje odchodzi cichutko na palcach by powrócić nocą, do snu utulić
Tęsknoty
Utulona do snu nocy czarna głębią zapadam sie powoli w marzeń otchłanie w korytarz nieposkromionych pragnień żądz i tęsknot nie znających granic
Każda myśl, każdy obraz ciebie przypomina czy ja śnię już, czy to jeszcze jawa? obok, przytulony leżysz tutaj ze mną oddech twój słyszę, czuję ciepło ramion
Księżyc jasny, smutno zagląda przez okno marszczy brew, wargi w grymasie wykrzywia myśli jak ma zrobić byś był tu dziś ze mną zwykła, ludzka, tęsknota go mocno zadziwia
Dla Maczki
Anioły Maczko przychodzą w nocy ciepłymi skrzydłami Cię otulają szepcą cichutko bajki do ucha sny i marzenia do głowy wkładają
Anioły przez okna wlatują rankiem przeszkody z Twej drogi zbierają parasol ochronny nad głową rozłożą nad przepaścią za rękę Cię poprowadzą
Twój Anioł Maczko ma dobroć na twarzy przystojną postać, opalone członki zwiewny strój i skrzydła puchate u ramion ciepły uśmiech przywoła, przegoni smutki.
Zaproszenie do mojego domu
To drzwi wejściowe, kufer no i szafa wielkie lustro w podstarzałych ramach na sosnowym stole z kawą filiżanka tort czekoladowy, cukier i śmietanka pod stołem wielkie psisko ledwie zipie zmęczone do mych stop sie tuli... obrazy wszędzie, wysuszone kwiaty, biblioteczka z książkami, misio biały... A to widok za oknem i słońce w zasłonach na parapecie gołąb i rybka w akwarium i na balkon pchające sie konary drzewa a na nich tysiące szczypawek i żuczków pod balkonem winogron wije sie do góry w gorze słońce, jasne niebo, chmury...
Smutek
smutek jest jak morska fala uderza gwałtownie znienacka lub skrada się powoli by pochłonąć każda cząstkę ciała i duszy, zatopić w sobie wszystkie ciepłe myśli wyrwać krzyk o ratunek dławiąc go w gardle pozostawiając zwątpienie i pustkę o zmroku... smutek jest jak zmierzch ogarnia cieniem wszystko wokół do serca sie wdziera, mąci umysł każdy mięsień wypełnia bólem istnienia niema woła o ciepły dotyk nieobecnych palców... smutek jest jak potępienie grzesznika wygnanego z raju na samotną tułaczkę
|