Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
1990
Księga gości
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
50981
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
4975
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
51
Taka właśnie jestem
HalinkaBoska
Maynooth
Słówko o mnie
Cieszyć się samą sobą i wszystkimi innymi wokół
Zobacz mój profil
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031



    
                            


ZAJRZYJ KONIECZNIE:
http://www.mikolaj.
zapraszam.pl/ja/

http://www.mikolaj.zapraszam.pl/ja/








Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad


Mój intymny mały świat;

moje zwierzenia, moje wiersze i fotografie

dla Was i o Was moi drodzy pisze
czyż wasze dusze nie są tak jak moja?
stęsknione, rozmarzone, ukojone ciszą
czasem jak burza w piorunach i gromach

czy Wasze serca nie łkają czasami
nad swoim losem co wciąż figle płata?
lub znów szczęśliwe i roześmiane
rozdają dobro tam gdzie ktoś zapłacze

dla Was i o Was moi drodzy piszę
bo ukojeniem są mi Wasze słowa
ciepłe i czule podarunki wiosny
uśmiechy rankiem, całusy z wieczora

i czuje ciepło Waszego spojrzenia
gdy czytam wersy do mnie skierowane
tu Was spotkałam, z Wami tu zostanę
bo tu poznałam siłę swego słowa

                                                          HalinkaBoska     czyli Buka


Zapraszam na moje strony:

www.passionate-about-candles.com/
halinkaboska.blog.interia.pl/HalinkaBoska


 
Notki
ble, ble, ble... 2012-05-14
 Nie mam o czym pisać . Moje życie jest zbyt uregulowane. Tego chciałam i jestem szczęśliwa. Nawet nie widzę powodu by narzekać na deszcz, bo to zbyt mało, by popsuć mi nastrój. Zresztą... dziś wreszcie słoneczniej.
Mam czas dla siebie i dla moich panów. Oni też mają zadowolone miny.
Może powinnam opisać swoje wspomnienia. Byłoby ciekawiej. Tylko, że ja nie chcę wracać do tego co bylo trudne.
Uczę się siebie i znów zaczęłam tworzyć coś calkiem nowego, ale to na razie tajemnica. Jeśli coś z tego wyjdzie na pewno się pochwalę.
Zastanawiam się nad blogiem tematycznym... zobaczymy. Na razie jestem tutaj, już od kilku lat. Niezmiennie
.

Zaczynam żyć w myślach moim drugim światem 2012-04-30
    Na koniec czerwca mam zaklepane miejsce w samolocie do Polski :). Całe dwa tygodnie i jeden dzień to niby dużo, a tak naprawdę zbyt mało. Już sobie wyobrażam co zrobię, kogo spotkam, co kupię, gdzie pójdę, co zobaczę itd.
   Planuję jadłospis dla moich panów na moją nieobecność. Znów zamrażarkę im zapełnię gotowymi obiadami. Takie jednogarnkowe najlepsze, bo szybko odgrzeją sobie. Na liście jest węgierska zupa gulaszowa, łazanki, flaki z kurczaka (mojej roboty), może leczo i żurek z dużą ilością kiełbasy, może pierś z kurczaka w panierce i sosie carii (tylko ryż dogotują), lub sos spagetti z pulpecikami (makaron sobie sami przygotują) Pomysły mi się kończą, więc proszę o podpowiedzi. Potrawa koniecznie mięsna, z dodatkiem warzywek, bezproblemowa do odgrzania i nadająca się na zamrażanie.

 
Słoneczka Wam nie życzę, bo wiem, że macie go w nadmiarze. Za to u mnie deszcz i chłodno.


Storczykowy zawrót głowy 2012-04-24
  Jak już storczykowo, to porządnie. Ja tak mam, jak się uprę na coś. Może wyjśnię o co mi właściwie chodzi. Mówię o dwóch nowych storczykach, które dumnie stoją na moim parapecie. Dwie miniaturki o drobniutkich kwiatuszkach, kupione w Ogrodzie Botanicznym w Dublinie. No przecież na pokazie storczyków nie mogłam sobie odmówić zakupu! Storczyków było wiele. zachwycających i zaskakujacych kształtem i kolorem. Ja na razie trzymam się tych łatwych w uprawie, ale kiedyś pokuszę się o te dziwniejsze. Biaka chyba polubił to moje storczykowanie, bo mi podpowiadał który mam kupić i namawiał na trzeciego.
  Zrobiliśmy sobie jeszcze jeden zakup: mega-super wyciskarkę do soków. Taką, gdzie podobno enzymy się nie utleniają, witaminy nie niszczą, a jako odpad pozostaje suchy miąż. Ta idealna maszyna ma też swoje wady: jest kłopotliwa przy rozkładaniu, składaniu i myciu, ale czego się nie robi dla zdrowia. Soki są super smaczne. Jak je piję, aż czuję te witaminy i enzymy ;)

Zdrówka życzę.




Kochane moje chłopaki 2012-04-16
Młodszy wrócił do domu cały, zdrowy, zadowolony, pewnie i dumny z siebie. Przywiózł moje ulubione śliwki w czekoladzie. Chyba z kilogram. Biaka jak się dorwał do nich, to mi tylko kilka zostało, a myślalam, że będę je podjadać przez tydzień. Przyjdzie mi chować słodycze przed Biaką, bo on jakiś niedosłodzony ostatnio.
  Zaczęła się szkoła po dwutygodniowej przerwie świątecznej i koniec z moim długim spaniem. Trzeba wstać, śniadania porobić i jeszcze wykopać młodszego z domu, bo on nigdy się nie śpieszy. Bardzo dosłownie przyjmuje do siebie zasadę , że śpieszyć się trzeba powoli. Pomyśleć by można, że on taki powolny z natury, ale nie. Widzę przecież, że jak chce to wszystko szybko robi. On ma takie podejście wyluzowane do życia, że nie ma sensu się gorączkować. Czasem mu zazdroszczę tego luzu, a czasem się martwię, że tym sposobem zawali coś ważnego. Może to tylko mój czas tak pędzi, a życie ucieka zbyt szybko.
 Jako wspomnienie tych świąt mam nowego storczyka od starszego syna i jego dziewczyny. Przed każdymi świętami dzwonią i  pytają jakie potrawy mają przygotować i przynieść. Zawsze mówię, że ja wszystko zrobię, a oni niech przyniosą kwiaty. Tym razem, ku mojej wielkiej radości, zjawili się z fioletowym storczykiem.

.... i jak tu ich wszystkich nie kochać :D

Całusy








Znowu Święta 2012-04-03
   Z okazji Wielkanocy życzę Wam
wiosny, wiosny, wiosny!
Pękających pąków, krokusów
i przebiśniegów.
Topniejących śniegów,
ziemi, która zaczyna pachnieć,
słońca, które nie tylko świeci,
ale wreszcie także grzeje.
Wiosny w przyrodzie
i w życiu rodzinnym,
w pracy, na koncie bankowym
i gdzie tam jeszcze komu zimno.



Młodszego wyprawiłam do Polski na święta. Pierwszy raz wyruszył sam w tak długą podróż. Szykowałam, dałam dokładne wskazówki, noc zawaliłam bo przeżywałam, w dzień nie odespałam bo czekałam na sms-y. No i dostałam wiadomości bardzo zwięzłe pomimo, że jeszcze z lotniska 120 km do domu: "Wylatuję", "Wylądowałem", "Czekam na bus", "Jestem w domu".  Na pytanie czy wszystko bez przygód odpowiedział: "Tylko krokodyl odgryzł mi nogę". Chyba jestem zbyt troskliwa i młodszy daje mi to do zrozumienia.
   Pomyłam wszystkie okna i szafki w kuchni, wysprzątałam generalnie pokój młodszego (jak taki młokos sam sobie sprząta, to trzeba czasem poprawić po nim), zaplanowałam menu świąteczne i zrobiłam większość zakupów, a na koniec rozłożyłam się z gorączką. Głowa mi pęka i cieknie z nosa. Mam nadzieję, że to krótkotrwała niedyspozycja.
   Chciałam Wam przedstawić 4 storczyki z mojej 6-cio storczykowej kolekcji. Dwa storczyki kwitły przez całą zimę, a teraz odpoczywają. Moje storczyki to Phalaenopsis- najłatwiejsze w uprawie, czyli dla takich początkujących hodowców jak ja.












Dni Dobroci 2012-03-26
Poużalałam się Wam, poużalałam się i Biace. Nawet kilka łez uroniłam. Skutek jest taki, że napisaliście mi wiele miłych słów, a Biaka wykazał się inwencją i pomysłowością w zadawalaniu żony. Podczas cotygodniowych zakupów, kupił mi żółtego, prążkowanego storczyka do mojej kolekcji orchidei. W niedzielę pojechaliśmy na spacer nad morze. Było ponad 20 stopni i grzałam się w słoneczku. Kupił też bilety do teatru na występ bardzo znanego irlandzkiego zespołu tanecznego Riverdance (nikt nie stepuje jak oni). Bilety sa dopiero na 1 wrzesnia, ale później trudno byłoby je dostać. W najbliższym czasie (daty nawet nie znam, bo Biaka wszystkiego pilnuje) jedziemy do ogrodu botanicznego w Dublinie gdzie odbędzie się pokaz i sprzedaż ukochanych przeze mnie storczyków. Plany są takie, że przywiozę jakiś piękny okaz. Jestem w głębokim szoku. Nie wiedziałam, że mój małżonek potrafi tak mnie rozpieszczać. Przytrafiło się jakieś małe spięcie, ale tylko dlatego, żeby nie było zbyt idyllicznie.
Jestem ciekawa, czy to tylko "dni dobroci dla zwierząt", które szybko miną, czy już tak na dłużej zostanie.


Zobacz Riverdance
www.youtube.com/watch
Pożalić się i popłakać 2012-03-22
Wpadam w dół głębokości Rowu Mariańskiego. Biaka wrócił z podróży biznesowej (tak to się tu nazywa) i siedział przed kompem, bo dyżury mu przypadły (cały tydzień). Wolne 3 dni były, bo Dzień Św. Patryka i weekend, słoneczna pogoda i Parada w Dublinie, a my w domu. Biaka laptopa pilnował. Musiał ratować firmę, gdyby się waliła (nie waliła się). Starszy dzwonił z małej wysepki na oceanie i mówił, że powinnam wybrać się na nią. W wiele miejsc powinnam, tylko nie ma z kim i jak, gdy się ma męża, którego praca jest jego pasją i pochłania go całkowicie. Sama bym pojechała, ale zmieniać biegi w aucie lewą ręką to dla mnie absurd (próbowałam) i te ich ronda za rondem i rondem pogania...ja sie gubię. Ruch lewostronny mi nie przeszkadza, ale ja i skrzynia biegów długo byśmy nie pożyły.
Siedzę w domu i oglądam ogloszenia z domkami. Juz 100 km. dalej ceny niższe o 50% . Nasza okolica szczególnie droga. Ceny domów spadają, ale akcje nasze spadły szybciej. W tej sprawie powtarzam sobie, że jestem bardzo cierpliwa.
W niedzielę był irlandzki Dzień Mamy, a mi ciasto drożdżowe nie wyrosło. Porażka. Kręgosłup zaczął pobolewać, bo dźwigałam zakupy jak Biaki nie było. Sprawa z naszym jarmarkiem też mnie zasmuciła. Zorganizowałyśmy go przecież od podstaw i nadałyśmy mu specyficzny charakter.
Wszystko do d......
Pewnie powinnam się cieszyć, że tylko takie problemy, ale mam ochotę pożalić się i popłakać na czyimś ramieniu...


Calusy

Snikersowe powroty i pogaduchy (też jarmarkowe) 2012-03-17
   Stęskniony Biaka wrócił w poniedziałek. O 6 rano zrobił mi pobudkę wiadomością, że wylądował. Przysnęłam... a tu sms, że jadą z lotniska (starszy synek wyjechał po Biakę). Znów przysnęłam i dzwonek do drzwi. Fajnie, że pisze, ale mógł mi dać pospać do czasu dotarcia do domu, do7.40. Ja jak niewyspana to zła i nawet nie miałam na kim się wyżyć, bo na Biace nie wypadało. Oberwał na odległość dwa dni wcześnij: za naszą rocznicę (którą w sumie sama olałam z racji innych okazji), za Walentynki, że bardziej z kumplem je spedził ( tym co go zaprosiłam) i za Dzień Kobiet, o którym całkiem zapomniał w tej Łameryce. Chyba dosyć się nazbierało. Skruszony Biaka przywiózł mi całą kolekcję różnych herbat zielonych. Dostałam też komplet przeciepłych, mięciutkich skarpetek. Używam takowych zamiast znielubianych kapci. Też się postarałam i upiekłam snikersa. Pół niedzieli mi to zajęło, ale warto było... palce lizać.
   Kawałek ciasta powędrował do domu kumpeli (czasem donosimy sobie jakieś przysmaki). Wczoraj odbyłyśmy taką rozmowę sms-ową:
ona- "Hej, napisałabyś mi skład tej masy serowej z malinami, którą użyłaś w ostatnim cieście?"
(w pierwszej chwili myślałam, że kumpela pomyliła osoby i ten sms powinien być wysłany do kogoś innego)
ja-"To była masa budyniowa"
ona- "Nie było tam sera? i tak była pyszna!"
ja- "Nie było sera. Malin też nie było, tylko dżem wiśniowy z Łowicza.
Najważniejsze, że masa była dobra ;)
ona:"Najważniejsze, że wiemy o czym mówimy"
itd...................
    Z udziałów w jarmarkach zrezygnowałam. Jakieś handlary się przyplątały i atmosferę zepsuły. Traktowałyśmy ten jarmark jak nasze spotkanie towarzyskie i możliwość pokazania swoich prac. Organizowałyśmy kawę i ciasteczka. Uczyłyśmy się od siebie różnych technik, wymieniałyśmy doświadczenia w wykonaniu prac, a przy okazji sprzedałyśmy to i owo. Było miło, kulturalnie, swojsko. Grupa się zgrała, dziewczyny zaprzyjaźniły. Czasem ktoś nowy się zjawiał, ale starał się dostosować do nas. A tu w zimie przyszły handlary i zaczęły się panoszyć, przepychać łokciami, zmieniać nasze zwyczaje i to niezbyt grzecznie. Przy organizacji obecnego jarmarku pokazały całkowity brak kultury. Rozwaliły całą atmosferę. Cześć dziewczyn z żalem zrezygnowała. Mamy ze sobą kontakt i może gdzie indziej stworzymy coś podobnego.

Miłego weekendu

Łameryka ;) 2012-03-07
W niedzielę Biaka poleciał do Seattle na delegację. Firma jego łamerykańska ;), to czasami tak lata. Chciał mnie zabrać ze sobą, ale co ja bym tam robiła? Znajomi zadziwieni, że nie poleciałam... ale nikt tak naprawdę nie wie co ciekawego jest w Seattle poza znaną wieżą widokową. Ja bym tak chciała nad Wielki Kanion Kolorado, czy do Yellowstone, a z miast to do Santa Fe i Las Vegas. Co mi po Seattle.... wielkie miasto i tyle. Jakoś tak nie bawi mnie oglądanie drapaczy chmur w pochmurną pogodę. Nad Pacyfikiem by można połazić, ale przewiało by mnie tam na wylot. W dodatku ta długa podróż. W jedną stronę 18 godzin ( od wyjścia z domu, łącznie z przesiadką w New Yourk-u). Chyba nie jestem fanką Łameryki ;). Nasz jarmark rękodzieła się zbliża. Siedzę i robię kurczaczki i baranki, i świetnie się miewam tu gdzie jestem. Za Biaką nie mam jak zatęsknić, bo z każdego lotniska sms-y wysyłał i dzwoni codziennie. Dobrze nam zrobi trochę odpoczynku od siebie.

Cudownego Dnia Kobiet


Obżarstwo - jeden z grzechów głównych 2012-02-26
Mam nową pralkę. Zadzwonili, przywieźli i działa jak należy. W dodatku jest ładniutka, wedle zasady (właśnie ją wymyśliłam), że wszystko co nowe to ładne. Może nie wszystko, ale pralka jest ładna, no i ten "powiew świeżości", który lubię.
Pogoda wiosenna. Wczesne kwiatki zakwitły w ogródkach. Straciłam nadzieję na śnieg tej zimy. Rok temu padał dwa, może trzy tygodnie. Śniegu kilka centymetrów, a tu klęska żywiołowa. W tym roku nie ma klęski. Dni mrźne można policzyć na palcach jednej ręki . Tęsknię za zimą !!!!!!!!!
Luty jest miesiącem moich popisów kulinarnych, a to ze względu na okazje, które się kumulują. Pierwsza to rocznica naszego ślubu, którą sobie odpuściłam, a niesłusznie bo to i moje święto. Zaraz później urodziny Biaki. Napadło mnie na pierogi i zrobilam górę. Do tego sałatka tradycyjna, wedliny, łosoś wędzony, sery. Gwoździem programu był jabłecznik z bezą podany na ciepło z lodami i waniliową polewą. Hehe... ale wcinali. Najeść się przyszedł Starszy z dziewczyną, przyjaciel Biaki, oczywiscie Biaka, Młodszy i ja. Później Walentynki na które zaprosiliśmy tego samego przyjaciela, bo jego żona z synem pojechali do Polski. Zrobiłam żurek z kiełbasą i jajkiem, a na drugie naleśniki ze smażonym jabłkiem, lodami i bitą śmietaną, a wszystko polane czekoladą. Przygotowałam, podałam, zjadłam i tyle z moich Walentynek. Panowie rozgadali się na tematy zawodowe, więc poszłam spać. W czwartek górę pączków usmażyłam. Tak z rozpędu wariacji kulinarnych, w niedzielę zrobiłam makaron ze szpinakiem i krewetkami. W międzyczasie dostałam jakieś kwiatki i tyle mojego. Och tak... od Biaki mam nowego laptopa... tylko na ile okazji mam go podzielić ;)
Lubię pichcić specjalne potrawy na wyjątkowe okazje . Gorzej u mnie z lubieniem codziennego gotowania.
Wszystkiego smacznego


Z mojej radosnej twórczości - klik na obrazek


-------------------------------------------------------------------

Czego mi trzeba

Gdybyś spytał kiedyś, czego mi potrzeba,
Powiem ci bez ogródek i zastanowienia,
Trzeba mi łąk zielonych, bezkresnego nieba,
Szumu morza, konarów drzew cienia.

Trzeba mi do życia siły, wytrwałości,
Gdy sie potknę, ramienia na oparcie,
Gdy mi sił brakuje, blisko mnie męskości,
Kiedy zwatpię potrzebne mi wsparcie.

Potrzeba mi dojrzałej i mądrej czułości,
Stroskanej o mą biedną, skołataną duszę,
Nocą snu spokojnego, a rankiem ufności,
Że dzień będzie pełen pozytywnych wzruszeń.

Ciepłego spojrzenia i dobrego słowa,
Które to potrafią zdziałać wielkie cuda,
Z małego zrobić wielkim lub go pożałować,
Zachęcić, wspomóc, rozbawić po trudach.

Potrzeba mi pamięci w czyjejś mądrej glowie,
Bym miała tam swe miejsce już na długie lata,
Pewności, że nigdy nie zapomni o mnie,
Że żadna burza nie zburzy nam świata.

No wiec mój miły nie powiem ci tego,
W mym sercu dalej bedzie tkwić w żalości,
To czego pragnę, co mi daje szczeście,
Jest to poczucie gorącej miłości...

Oczekiwanie...

Tesknota za tym co ma się zdarzyć
niepokój przed spełnieniem rychłym
szaleństwo serca, rozwaga sumienia
wszystko to na raz i wulkan myśli.

Rozdygotana cząstka jescestwa
nadzieja wielka i powątpiewanie
radość spełniającego się pragnienia
strach niepewności... oczekiwanie...

Stare drzewa

Drzewa otulają mnie konarami
Ofiarowują cień gdy spiekota nęka
Pnie oslaniają przed wiatrami
Przed wielką nawałnicą z nieba.

Stare drzewa mówią cichym szeptem
Wszystko co uslyszeć trzeba
Na zbawienie dadzą mi receptę
Nieistotne żem tylko biedak.

Stare drzewa widziały niejedno
Wiele burz kryją ich wnętrzności
Przetrwały chyba całą wieczność
Pomną czas były, zaznają nowości.

Przytulam się do starego drzewa
Żyje, czuję jak żeglują w nim soki
Daje mi silę swą, serce rozgrzewa
Bo taki jego zamysł jest gleboki.

Zakochałam się do nieprzytomności
W dobrych, wielkich drzewach
Stoją monumentalne skromnie
I nic ode mnie im nie trzeba.

Sens życia

Zaczepił mnie blady jegomość
z parasolem, w szarym kapeluszu
zapytał o sens życia; czy sensem
jest wstać rano i kłaść się o zmroku.

Czy czyste sumienie wystarczy,
praca, znajomi, dom i samochód
iść przed siebie, nie pytać nikogo
mieć, wiedzieć i święty spokój.

To nie tak proszę pana
sens mieści sie w duszy i sercu
sens mieści sie w przytuleniu
w drugim, bliskim człowieku

Sens mieści się w cieple ramion
dobrym słowie, pocałunku czułym
sens mieści się w przyzwoleniu
nie ma sensu w uniku...

O zwykłym człowieku

wędrował sobie człowiek, zwykły, prosty
w szarej kapocie i zdeptanych butach
potykał się często, rozglądał na boki
właził w kałuże, czasem kamyk kopał

szedł drogą krętą przez życie tułacze
oglądał za siebie w zadumie czasami
czasem z uśmiechem spoglądał do przodu
bo widział dalej niż władcy narodów

a oczy jego były jak dwie gwiazdy
świecące jasno gdzieś na firmamencie
a dłonie jego moc nieziemską miały
kogo nie dotknął ciepłem obdarzały

i doszedł człowiek na skraj swojej drogi
zmęczone serce odpocząć już chciało
rozdało tyle miłości i wiary
że wędrowcowi nic już nie zostało

więc zasnął człowiek na końcu tej drogi
bez żalu w duszy i bez żadnej trwogi
zasnął spokojnie bo plan swój wykonał
dał innym wszystko co miał i kochał

Nieprzystosowanie

Jestem niepoprawnie nieprzystosowana
brakuje mi pancerza i szpady
twardej skorupy,
nieprzemakalnego prochowca

"emocje czynią nas ludźmi"
oddam tę ludzkość za grosik
by nie czuć, być wyrachowana
jeść, spać, budzić, bez żalu odchodzić

po co śpiew ptaków i słońce w obłokach
łąka, kwiaty i poety wiersze
jeśli życie to pogoń i walka
forsa i władza nad drugim człowiekiem

po co uczucia które bolą
czy ktoś chce - prezent mu zrobię
i pójdę sobie, w spokoju zamieszkam
w samotni gdzie nikt nie rani
być może...


Wariacje

A ja dziś sobie stanę na rzęsach
i nic wam do tego kochani
na obiad zjem lody z serem pleśniowym
popłynę na barce w ocean marzeń

polecę na księżyc i ziemiankę zrobię
z kamienia, piaskowca i marmuru
wysoko gwiazdę zapalę o zmierzchu
a o północy zaproszę duchy do domu

zamiast muzyki posłucham szept trawy
wycia wiatru w zasłonach i kapiącej wody
przez teleskop popatrzę- po co mi reklamy
zjadę z tęczy- wprost na twarde schody

i mówcie śmiało, ze w głowie mam niepokolei
a ja sie będę śmiała prosto w twarz szaraków
jadła lody z serem i krztusiła nimi
na sam widok miny banalnych ponuraków


Dla Was

Siedzę w ciszy, beznamiętnie w ekran się gapię
słowa próbuję poskładać w logiczną całość myślenia
brak koncepcji, inwencji i czegoś tam jeszcze...
zapanowały nad mózgiem emocje i pragnienia

Tylko tyle Wam powiem cudowne Kobiety i Baby:
zajrzyjcie w swoje serca, wspomnijcie miłe zdarzenia
Jesteście piękne i dobre, mądre i silne... moje Panie
kochajcie siebie, żyjcie tak, by zrealizować marzenia


Moje serce

I raz- ktoś kopnął,i dwa- ktoś popchnął
i trzy... słowami znów zranił
tulisz sie w sobie, chowasz w ramionach
uciekasz w niebyt- nie istnieć wcale...

Pamiętaj SERCE ja cię przytulę
łzy twoje wytrę i nosa
Wyprostuj plecy, patrz prosto w oczy
oprawcy, bandziora, kata

Nie jesteś samo, jestem tuż obok
i siła wielka jest w tobie
przenosić góry, zmieniać bieg rzeki
bo jesteś dobre i moja

Poranki

Moje poranki to przerażające stwory
zioną odorem oddechów, myśli mrożą
rozwiercają czaszkę dudnieniem budzików.
Zapuchnięte powieki oczu nie otworzą.

Rozgrzana poducha nie chce puścić głowy
Na zimną podłogę postawić stopy rozespane,
zwlec się z łóżka to jak skok na bandżi
nieuchronne zderzenie z niechcianym świtaniem.

W biegu papieros, kawa, lista zajęć...
Kolejny raz lustro przeraża widokiem
Mówi ktoś: "Witam tym pięknym porankiem"
Cholera, chyba jest kłamcą lub idiotą.


Wymarzona wyspa

Była raz wyspa, gdzieś na końcu świata
stworzona z marzeń dwojga ludzi
mur wysoki tę wyspę dokładnie oplatał
by nikt się nie wdarł i marzeń nie zburzył
Na wyspie busz dziewiczy, niedostępne knieje
wodospady, kaskady, strumyki
i tylko wiatr w konarach wygrywał sonaty
a wtórowały mu z gąszczu dzikie ptaki
na plaży stado koni z rozwianymi grzywy
a na fali żagiel trzepotał u jachtu
i stał dom na tej wyspie gdzie ogień się palił
w kominku płonął przyjazny i jasny
przy ogniu oni dwoje ogrzewali dłonie
i składali swój świat z baśni...

Niejedna historia

Wypłakałam oczy swoje już dawno
Wykrzyczałam w pustkę też gardło
Wytężałam słuch do granic możliwości
Usłyszałam ciszę lub warczenie złości

Wiec samotność złapałam w ramiona
Przytuliłam, szepnęłam czułe słowa
Przysiadła, wypełniła pustkę przy stole
Kawę piłyśmy,długo gadałyśmy obie

Tak płynęły nam godziny i lata
Ja i samotność, idealna para
Bez zgrzytów, bez dąsów, nienawiści
Zawsze razem, nierozłączne towarzyszki

Myślałam, ze mi z nią do twarzy
ze tak ma być i nic sie nie wydarzy
Innego, miłego, niespodziewanego
Nic co mnie zaskoczy...nic dobrego

Nagle ktoś uchwycił mnie za rękę
Mocno trzymał w uścisku swoich dłoni
Poczułam ciepło i już tylko chciałam
By mnie nie wypuścił, w cieple tym zostałam...

Zapatrzeni

zapatrzyłam się w oczu dwoje
i już wzroku nie umiem oderwać
wpatruję, wgapiam nieprzytomnie
choć nie wypada patrzyć natrętnie

uśmiechasz sie, nic nie mówisz
co myślisz, ja tego nie wiem
może wreszcie słowo mi powiesz
zatapiam swój wzrok coraz głębiej

milczysz, lecz serce ci śpiewa
słyszę je oczyma duszy swojej
piosenkę na cześć moich oczu
w które zaglądasz namiętnie


Kamienni ludzie

Kamienni ludzie odwiedzają mnie czasem
nachodzą niespodzianie, z zaskoczenia
nie witają, nie pożegnają nawet
pójdą sobie ziewając ze znużenia

póki co, piją z pustych filiżanek
milczeniem zaciskają suche wargi,
wypatrują dawnych kochanek
bez usmiechu, bez slowa skargi

Tylko serce ulecieć by chciało
ostatni raz wysoko do slońca
poczuć ciepło spalić swoje ciało
bo nie warto tak konać bez końca

Kamienni ludzie przerażają widokiem
potwory snujące się w mgły obłoku
nawiedzają mnie razem z mrokiem
rozsiadają się u mojego boku

i przychodzić tak bedą już zawsze
gdy samotność mi będzie doskwierać
przyjaciele moi milczący, bracia smutku:
jeszcze nie teraz !!!!!!!


Pytania

Co nowego dasz mi dziś panie
jakie troski w podarku przynosisz
ile bólu i chłodu srogiego
ile smutku, a ile miłości...

śmiechu, żartu i kpiny głupiej
z twoich rąk dziś od ludzi przyjmę
ile poślesz dla mnie na ziemię
razów srogich, udawanych wzruszeń...

ile oszustw i kłamstw jeszcze muszę
przeżuć i połknąć w pokorze
byś zasłonę z oczu zdjął wreszcie
i dał wszystko dobre co możesz

Zwykły dzień

Kolejny poranek, początek czegoś,
Przychodzenia i odchodzenia ,
Ta sama droga, nic znów nie zmieniasz,
Nawet spotykasz te same spojrzenia.

Zapamietane z biegiem czasu,
Potluczone płytki chodnikowe,
Przewidziane wszystko za wczasu,
Znajome choć anonimowe.

Te same poszarzałe twarze,
Za dużo siwych wlosów,
Sąsiad na starym rowerze,
Pali wciąż wiecej papierosów.

Sąsiadka znów bardzo smutna,
Koczek nosi czasami,
Spogląda w koło nieufna,
Zmęczona ciągłymi troskami.

Dzieci z podwórka już duże,
Poważne i nienaganne,
Nie wchodzą od dawna w kaluże,
Siedzą przy kawie porannej.

Tylko kwiaty coraz piękniejsze,
Ptaki spiewają wciąż ładnie,
Gdy idziesz po znanej alejce,
Może ktoś serce ci skradnie.

Może ktoś sie pojawi,
Przystojny, nietuzinkowy,
Zabierze cię w objęciach
Pokazać świat calkiem nowy.

Znów nie śpisz noc kolejną,
Gdyż oczekujesz w pokorze.
Noc dluga, smutna, diabelna,
Bo nic się zmienić nie może.


Przekora

Poszła bym gdzieś i dokądś
Ale noga nie trzyma się drogi
Skacze sobie swobodnie
Jak w trawie polny konik.

Zrobić coś dziś bym chciała
Tylko ręka jakby nie moja
Zachciało się jej psikusów
Do przodu poszybowała.

Siedzę i myślę sobie
A myśli gdzieś uleciały
Na nic zważaja w głowie
Są wielkie to znowu małe.

Zawołam ciebie do siebie
Ty mnie poskromić możesz
Głos uwiązł w gardle moim
Czyż to się zdarzyć może?


Spokojny sen

Zasypiam na ciepłym ramieniu,
zapadam głeboko w uśpieniu,
bujam się w rozmarzeniu,
pogrążam w zapomnieniu.
Budzę w sońca promieniu,
nowego dnia olśnieniu,
trosk niedoslyszeniu,
ran starych zabliźnieniu.
Zostanę w tym ukojeniu
marzeń swych przypomnieniu
dobrego losu zżądzeniu,
słodkiemu przyzwoleniu.

Moje szczęście

Moje szczęście jest jak promień słońca jasny,
Owiane letnim powiewem wiatru we włosach,
Wyciszone jak szepty spokojnego morza,
Lekkie lotem ptaka wysoko w przestworzach.

Tajemnicze jak noc ciemna, świeże jak poranek,
Słodyczą przypomina soczysty miąż melona,
Kolorami - ogrody ukwiecone w maju
Radosne śmiechem dziecka, merdaniem ogona.

Miękkie jak stos poduszek gdy mnie nocą tulisz,
Zaspane, leniwe, w przymknietych powiekach,
Zasypiające ze słodkim uśmiechem na twarzy,
Budzące się gdy słońce wysoko w obłokach.


Powiedz mi

Powiedz mi czym jest życie,
Snem pijanego pod stołem,
Czy drogą wyboistą i kretą,
Ktorą zmierzasz z mozołem?

Opisz kim że jest czlowiek,
Krwią, kością i rozumem,
A jeśli duszą i sercem
Które wybaczać umie?

Wyjaśnij co to jest miłość,
Wołaniem, że kochają tłumy,
A może uśmiechem, pocałunkiem,
Troską, wyznaniem czułym?

Wytłumacz co to szczeście,
Sukces, bogactwo, zabawa,
Czy może sen spokojny,
Przy kimś kto słucha z uwagą?

A ja czym (kim) jestem,
Czlowiekiem, miloscią, życiem?
Kim jeśli szczęścia nie umiem
Dać tym, którzy o nie walczycie !

Zagubiona

Pogubiłam się na skraju krętej drogi
Dokąd teraz pójdę, gdy wszedzie daleko
Drzwi do pukania żadnych, dookoło ciemno
Nikogo i niczego, pusto pod powiekom.

Ani psa, ani szczura... nie warczy, nie woła
Cisza dudnieniem swym rozsadza głowę
Samotna stoję, bez przyszłości – goła
Boję się poruszyć, strach wydobyć mowę.

Wzrok wytężam, by wybadać przestrzeń
Oczy ślepe są, nie mam oczu dwoje
Zabrała je nicość, już jej nie zwyciężę
Pochłania duszę... nic nie jest moje..

Jak przeżyć, czas już nie wiem który
Pustka w głowie i pustka dookoła
Jasny świt nie wita słońca promieniem
Dobry zmierzch księżycem nie zawoła.

Zasnąć na zawsze, obudzić się we śnie
Ujrzeć świat inny, zupełnie jak nowy
Swą drogą prostą przejść nieboleśnie
Raj dziecinnych obrazków pastelowych.

Krople łez

Poszarzało, krople łez spadły z nieba
Kurz miały zetrzeć z serc i chodników
Napoić wyschnięte usta, suche drzewa
Przemyć mgłą osnute oczy i okiennice.

Słony prysznic otworzył stare rany
Zamiast ulgą okrył świt cierpieniem
Świat się poskarżył, że nie daje rady
Niebo jęknęło jasnym płomieniem.

I tylko dwie istoty jak zaczarowane
Dwie roześmiane buzie i pieszczot tysiące
Małej dziewczynki z dziurą na kolanie
I jej wiernego psa co go zwą Przybłęda.

Wspinaczka

przemoknięta do szpiku kości
przesycona bólem istnienia
wspinam się po drabiny szczeblach
do miejsc gdzie mnie jeszcze nie ma

ciagle w góre bo widać tam lepiej
i wciąż więcej pragnę zobaczyć
cieplej, spokojniej, radośniej
chcę, więc zrobię wszystko inaczej

I zostawię za sobą gdzieś w dole
dawne dobre i gorsze wspomnienia
może zajrzę w nie kiedyś na chwilę
z miejsca gdzie jeszcze mnie nie ma

lecz już będą to tylko z oddali
zamazane obrazy, niewyraźne słowa
już nieważne uśmiechy i gesty
zgrzyty, kąsania, wyboje na drogach

wspinam się po drabiny szczeblach
świat swój tworzę zupełnie nowy
tylko serce zostawię to samo
resztę zburzę i odbuduję w sobie


Nic nie wymarzysz

Podróżowałeś po niebie błękitnym
wśród obłoków pławiłeś w marzeniach
wschody słońca witałeś uśmiechem
na zachód patrzyłeś z nadzieją...

każda myśl łzy goryczą zatruta
każdy grymas cierpieniem na twarzy
bo twe życie marzenia przegnało
i już więcej nic nie wymarzysz...

Zraniony człowiek

zraniona dusza łka po cichutku
jak małe dziecko w ciemności
deszczem wieczornym do okna stuka
prosi o posłuch, o wzrok przyjazny

zranione serce cierpi w ukryciu
chowa sie w najdalsze kąty
i krzyczy z bólu bezgłośnie
głucho woła o ciepły dotyk

zraniona duma ukrywa sie w cieniu
w najdalszym zakamarku głowy
przeżera umysł, myślami mąci
krzyczy cichutko o dobre słowa

zraniony człowiek nie jest człowiekiem
jest trwogą, bólem, błaganiem o wsparcie
jest samotnością w prośbie o pomoc
przed odrzuceniem dławiony strachem


Tak bym chciała

Tak bym chciała
na miękkich skrzydłach ulecieć wysoko
stadem ptaków poszybować w przestrzeni
rozkołysać się na fali w łupince orzecha
poczuć we włosach wiatru westchnienie

tak bym chciała zajrzeć do twojego serca
doświadczyć uczuć w nim zamkniętych
duszę przejrzeć zakazaną mi księgę
poznać myśli twoje i moje w nich miejsce

na koniec przywitać rozpalone słońce
zachwycić, spłonąć w gorącym oddechu
zanurzyć się w ciemnych głębinach odmętów
w objęciach toni spokojna pozostać na wieki
tak bym chciała...


Samotność

rano samotność wchodzi do domu szparami
nie pytając sie czy można...
nieproszona zasiada w fotelu
pije kawę i panoszy sie po pokojach

w południe samotność czeka na obiad...
zagląda do pustych garów
przetrząsa mróz w lodówce
dzwoni pokrywkami niezadowolona

wieczorem samotność zanurza się w pianie
przymyka oczy znużona...
wsuwa sie pod zimna kołdrę
i zasypia - zwinięte wystraszone zwierzątko

Pusta dusza

pusty człowiek, wyzuty z marzeń
kiedyś przemierzał przestworza
dziś wsłuchuje sie w oddech
i serce pyta czy jeszcze bije

zamknął usta, mówiły wiele
a nikt ich nie wysłuchał
zatkał uszy, słyszały mało
ciepłych słów, czułych westchnień

tkwi w swoim miejscu
wytyczonym przez czas i okoliczności
beznamiętnie przystosowuje się
do otaczającego go tłumu

nie widzi sensu w przenoszeniu gór
zmęczony walką o dobre uczucia
ma tylko jedno pragnienie
by wreszcie nadszedł spokojny sen

Kochanek

Księżyc to mój sekretny kochanek
skrada się bezszelestnie bokiem
dyskretnie podgląda przez szyby
pieści oczy delikatnym mrokiem

poświatą złotą utula do snu
milczeniem bajki do głowy kładzie
obiecuje purpurowe pantofelki
na ścieżce w owocowym sadzie

pod stopami dywan ukwiecony
rajskie ptaki na palmach daktylowych
tygrysa co pieszczot spragniony
ogrzewa stopy puszystym ogonem

a gdy świt przegania kochanka
na dzień dobry czule całuje
odchodzi cichutko na palcach
by powrócić nocą, do snu utulić


Tęsknoty

Utulona do snu nocy czarna głębią
zapadam sie powoli w marzeń otchłanie
w korytarz nieposkromionych pragnień
żądz i tęsknot nie znających granic

Każda myśl, każdy obraz ciebie przypomina
czy ja śnię już, czy to jeszcze jawa?
obok, przytulony leżysz tutaj ze mną
oddech twój słyszę, czuję ciepło ramion

Księżyc jasny, smutno zagląda przez okno
marszczy brew, wargi w grymasie wykrzywia
myśli jak ma zrobić byś był tu dziś ze mną
zwykła, ludzka, tęsknota go mocno zadziwia


Dla Maczki

Anioły Maczko przychodzą w nocy
ciepłymi skrzydłami Cię otulają
szepcą cichutko bajki do ucha
sny i marzenia do głowy wkładają

Anioły przez okna wlatują rankiem
przeszkody z Twej drogi zbierają
parasol ochronny nad głową rozłożą
nad przepaścią za rękę Cię poprowadzą

Twój Anioł Maczko ma dobroć na twarzy
przystojną postać, opalone członki
zwiewny strój i skrzydła puchate u ramion
ciepły uśmiech przywoła, przegoni smutki.


Zaproszenie do mojego domu

To drzwi wejściowe, kufer no i szafa
wielkie lustro w podstarzałych ramach
na sosnowym stole z kawą filiżanka
tort czekoladowy, cukier i śmietanka
pod stołem wielkie psisko ledwie zipie
zmęczone do mych stop sie tuli...
obrazy wszędzie, wysuszone kwiaty,
biblioteczka z książkami, misio biały...
A to widok za oknem i słońce w zasłonach
na parapecie gołąb i rybka w akwarium
i na balkon pchające sie konary drzewa
a na nich tysiące szczypawek i żuczków
pod balkonem winogron wije sie do góry
w gorze słońce, jasne niebo, chmury...

Smutek

smutek jest jak morska fala
uderza gwałtownie znienacka
lub skrada się powoli
by pochłonąć każda cząstkę
ciała i duszy, zatopić w sobie
wszystkie ciepłe myśli
wyrwać krzyk o ratunek
dławiąc go w gardle
pozostawiając zwątpienie
i pustkę o zmroku...
smutek jest jak zmierzch
ogarnia cieniem wszystko wokół
do serca sie wdziera, mąci umysł
każdy mięsień wypełnia bólem istnienia
niema woła o ciepły dotyk
nieobecnych palców...
smutek jest jak potępienie grzesznika
wygnanego z raju na samotną tułaczkę
















Zobacz serwisy INTERIA.PL